If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:48:42

Elon Musk - prezes zarządu Tesla Motors i SpaceX - film z polskimi napisami

Transkrypcja filmu video

Na początek... Chciałbym podziękować Elonowi za przyjście głodnemu. Absolutnie. Nawet nie zjadłeś obiadu, a my nie daliśmy ci jeść. Przepraszam za spóźnienie. Och, nie. Przyjechałem prosto z fabryki Tesli w Fremont. Serio? Czy coś było nie tak? Zawsze jest coś nie tak. Czy musiałeś... W jakimkolwiek momencie, zawsze jest coś nie tak. Bo po prostu za dużo się dzieje. Jedną z najbardziej zdradliwych rzeczy w samochodach jest to, że istnieją tysiące pojedynczych elementów, tysiące wyjątkowych elementów. I jeśli zabraknie choćby jednego z nich, nie możesz złożyć samochodu. Więc dzisiejszym problemem było to, nie żartuję, że zabrakło nam trzydolarowych kabli USB. Tak więc nie możemy skończyć samochodu, ponieważ... Po prostu cała linia została zatrzymana. Tak, dokładnie, bo to część okablowania. Nie można zamontować wnętrza bez kabli, więc możemy albo wyprodukować serię samochodów bez wnętrza, co oznacza, że musielibyśmy zatrzymać je na naszym parkingu... Ich wartość nie byłaby zbyt wielka. Da się to zrobić, ale one wychodzą poza kolejność. Racja. I to jest dużo bardziej nieskuteczne. Nie istnieje ruchoma linia produkcyjna, więc trzeba by było wysłać ludzi do setek samochodów stojących na parkingu. To akurat dość zgubny kabel, który jest montowany pod dywanikiem, w trudno dostępnym miejscu i kosztuje dosłownie trzy dolary, więc właściwie musieliśmy wysłać ludzi do Bay Area, żeby kupili kable USB. Dosłownie do Radio Shack? Do Fry's. Ach, do Fry's jeszcze lepiej. W tym momencie może być ciężko dostać kabel USB we Fry's. Serio? Wykupiliśmy je wszystkie! No nieźle. Tak więc byliśmy w stanie kontynuować produkcję. Nie chcę wchodzić w anegdoty, ale właściwie to dostawca jest z Chin. Mieliśmy plan A i plan B, plan A polegał na normalnym procesie łańcucha dostaw, ale dostawca, zamiast przysłać nam części w swoich własnych opakowaniach, zapakował je razem z produktami dla innych firm i wysłał wszystko jakimś strasznie wolnym statkiem z Chin do Los Angeles. A kiedy już dotarły do LA, te inne produkty nie przeszły przez urząd celny. Nie przepuścili naszych rzeczy, bo... Zapakowali je w beczkę po owocach? Nie wiem, w co były zapakowane, ale celnikom coś się nie spodobało, coś było nie tak z papierami, albo coś, ale przetrzymali to przez kilka tygodni. Przeszliśmy więc planu B. Zadzwoniliśmy do dostawcy i powiedzieliśmy: "Musicie nam wysłać te kable samolotem, te malutkie kable." Potem rozmawialiśmy z ich oddziałem w USA i zamówiliśmy od tego oddziału, która później skontaktowała się z Chinami. Ale ponieważ to była następna partia tych części, to zamówienie okazało się podwójne i przekroczyło nasz limit kredytowy. Aha! Czyli teraz musicie... Przekroczyło nasz limit kredytowy i nie wysłali go nam. Fascynujące! Czyli teraz ktoś powinien stracić pracę. Nie, żartuję. Nie powinieneś zwalniać nikogo. To dość zabawne. Tak czy siak, zamówienie ma dojść dzisiaj o jakiejś 23:00. Wow. I takie rzeczy się zdarzają cały czas? Czy to była wyjątkowa sytuacja? To tylko jeden przykład, ale jest wiele takich sytuacji. Myślę, że to bardzo dobry przykład, bo prowadzi do tego, co zawsze mnie fascynowało w tym, ile robisz. Cóż, zacznijmy może od tego, jak się tego podjąłeś? Samochodów? Samochodów, przejęcia NASA, no, nie do przejęcia NASA., bycia kontrahentem NASA. Żeby było jasne, nie będziemy przejmować NASA. Tak, nie przejmujecie NASA, to niezależna organizacja. Ale stajecie się głównym dostawcą usług dla NASA. Oczywiście, jeszcze rodzaj internetowych płatności, czy płatności w ogóle, to są trzy zupełnie odmienne dziedziny! Myślę, że wiele osób nie wzięłoby na poważnie kogoś z biznesplanem w jakiejkolwiek z nich. Racja. Okej, nie spiesz się. Jaki był twój...? Znaczy, czy zawsze myślałeś, że będziesz to robił? Kiedy wpadłeś na to, żeby zrewolucjonizować trzy różne sektory? Kiedy byłem na studiach, nie bardzo się tego spodziewałem, więc to nie jest spełnienie jakiegoś dawnego oczekiwania. Ale kiedy byłem na studiach, zastanawiałem się, jakie dziedziny najbardziej wpływają na ludzką przyszłość i, według mnie, są nimi internet, energia odnawialna i eksploracja kosmosu, zwłaszcza, jeśli ludzkość stałaby się gatunkiem międzyplanetarnym. To dość zasadnicze rozdzielenie wizji naszej przyszłości, czy będziemy gdzieś pośród gwiazd niedalekich planet, czy będziemy skazani na... oczywiście aż do jakiegoś ostatecznego wyginięcia. Nie, żebym był pesymistą w sprawie życia na Ziemi, prawdopodobnie wszystko będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej. Yellowstone ma wybuchać co kilkaset tysięcy lat, Shandra o tym wie. Minęło 700 tysięcy lat odkąd... Jasne, racja. Superwulkan dla tych, którzy nie wiedzą. Zmiótłby cały świat. Tak, wiem dokładnie, o czym mówisz. Widzę, że czytamy te same książki. Zdecydowanie. Coś złego musi się stać, jeśli poczekamy odpowiednio długo, a cywilizacja istnieje tak krótko, że... te skale czasowe wydają się być bardzo długie, ale na skali ewolucji są bardzo krótkie. Milion lat na skali ewolucji to naprawdę niedużo, a Ziemia istnieje od jakichś czterech i pół miliarda lat, więc to naprawdę króciutki okres. Ale dla nas to by było... Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby ludzkość rozwijała się technologicznie w tempie choćby przypominającym to obecne przez następne milion lat? Gdzie byśmy byli? Myślę, że albo byśmy wyginęli, albo zamieszkiwali wiele planet. Tak, pewnie tak. To są nasze dwie możliwości. Biorąc to pod uwagę, to jest epickie, jak ktoś może wymyślić tyle rzeczy, serio. Jak to zrealizowałeś? Jak powstało SpaceX, Tesla i PayPal? Cóż, myślałem o tym wszystkim, bardziej abstrakcyjnie niż w oczekiwaniu, że mógłbym zrobić karierę w tych dziedzinach, ale chciałem się zaangażować w przynajmniej jedną z nich. Na początku myślałem, że najlepszą opcją będą elektryczne samochody, tak więc dziedziną, którą studiowałem, były zaawansowane kondensatory, tak? Są to kondensatory, których energia jest gęstsza niż ta w akumulatorach, bo akumulatory mają bardzo wysoką gęstość mocy, ale niską gęstość energii. Może powinieneś zrobić o tym lekcję? Ach, tak, później o tym pogadamy. Jasne. Oczywiście, jeśli udałoby się stworzyć kondensator z gęstością energii podobną do tej w akumulatorach, i z tą nieprawdopodobnie wysoką gęstością mocy i z prawie nieskończonym cyklem i okresem użytkowania, to byłoby doskonałym rozwiązaniem na składowanie energii i aplikacje mobilne. Chciałem zacząć nad tym pracować i wykorzystać urządzenia już opracowane do wytwarzania czipów i fotoniki, żeby stworzyć ultra-precyzyjne kondensatory na poziomie molekularnym. I zajmowałeś się tym, gdy byłeś na studiach? Byłeś przez krótki okres w Stanford. Zgadza się. Na doktoracie z fizyki stosowanej? Z fizyki stosowanej i materiałoznawstwa. Okej. I nawet wtedy myślałeś, żeby spróbować czegoś w kosmosie? Tak naprawdę, to to była praca nad składowaniem energii w samochodach elektrycznych. Pracowałem w firmie Pinnacle Research, w Dolinie Krzemowej, która produkowała zaawansowane kondensatory. To były kondensatory elektrolityczne i były całkiem niezłe, miały gęstość energii podobną do akumulatorów kwasowo-ołowiowych, co, jak na kondensator, jest czymś wielkim. Ale oni używali tlenku tantalu i rutenu i myślę, że w tamtych czasach na świecie wydobywało się może tonę lub dwie rutenu rocznie, więc to nie jest wymierne rozwiązanie. Ale myślałem, że mógł istnieć jakiś sposób w stanie stałym, jak użycie sprzętu do produkcji czipów. To miał być prosty pomysł, ale to była jedna z tych sytuacji, kiedy nie byłem pewny, czy sukces był jakąś opcją. Ciężko jest przeskoczyć taki problem i powiedzieć "dobra". Mam wrażenie, że "skazany na porażkę" to inne wyrażenie tego zdania. Ale dobra, przepraszam. Nie. Nie uważałem, że mi się nie uda, tylko nie miałem pewności, czy sukces był możliwy. Okej. Tak. Przeważnie jak się do czegoś zabierasz, to dobrze jest zastanowić się, czy sukces jest przynajmniej jedną z możliwości. Dokładnie tak. Bo porażka na pewno jest jedną z możliwości. Najlepiej jest spróbować to przemyśleć i stwierdzić, że sukces jest jedną z szans. A ja nie byłem pewny, czy tak było w tym przypadku. Możliwe, że sukces na poziomie akademickim byłby całkiem możliwy, bo możesz opublikować trochę nieistotnych dokumentów, a większość papierów jest nieistotna. Mamy kilka... nie obraź się. Ile doktoratów było faktycznie użyte przez kogokolwiek? Tutaj masz rację. Procentowo to nie ma się za dobrze. A więc to mogłoby być jedno z wyjść, gdzie dokłada się liści do drzewa wiedzy, a ten liść, nie, to nie jest możliwe. I tak minęło siedem lat mojego życia. To była jedna z dróg, a ja byłem przygotowany na to. Alem potem pojawił się internet i pomyślałem: "No dobra, internet". "Jestem pewny, że sukces jest jedną z możliwości", więc mogłem albo zająć się doktoratem i przyglądać się internetowi z boku, albo brać w tym udział i pomóc w jego tworzeniu. Zaniepokoił mnie pomysł samego przyglądania się, więc odłożyłem wszystko na bok i założyłem firmę internetową. Pracowaliśmy nad internetowym programem do publikacji map, wskazówek, katalogu firm i tym podobne. Naszymi inwestorami i klientami były firmy medialne takie jak New York Times Company czy Knight Ridder. To były dopiero początki, jakiś... 1995. 1995, a więc naprawdę początki. Dokładnie. Pracowaliśmy z firmami medialnymi, ponieważ potrzebowaliśmy pieniędzy. Nie istniały pieniądze z reklam w 1995. Tak naprawdę to sam pomysł reklamowania w internecie ludziom wydawał się absurdalny. Oczywiście, teraz już nie, ale wtedy to była bardzo nietypowa sprawa. Wiele firm medialnych nawet nie uważało, że powinny być online. Po co? Myślałeś, że PayPal będzie prostym, małym narzędziem internetowym, czy spodziewałeś się, że stanie się ogromnym systemem przetwarzania płatności, jakim jest teraz? Nie spodziewałem się, że PayPal tak urośnie. I tak naprawdę to przysporzyło nam ogromnych kłopotów. Zaczęliśmy PayPal na University Avenue, a po pierwszym miesiącu działania strony mieliśmy 100 tysięcy klientów. Serio? Wow, nie wiedziałem... Tak, to było szaleństwo. A jak to się zaczęło? Skąd ludzie wiedzieli jak w ogóle tego używać? Oczywiście zarówno kupujący, jak i sprzedający muszą być zaangażowani. Zaczęliśmy od dawania ludziom 20 dolarów za otwarcie konta i 20 dolarów za polecenie komuś. Potem obniżyliśmy do 10 dolarów, a później do 5. W miarę jak sieć rosła, jej wartość przekroczyła jakikolwiek rodzaj zachęty, którą moglibyśmy zaoferować. Ile wydaliście na tych pięcio- dziesięcio- i dwudziestodolarowych zachętach, żeby poruszyć masy? To była spora kwota, coś koło 60-70 milionów. Wow, nieźle. To było znaczące. Nie mówimy tu o orzeszkach. To zależy od twojej względnej skali. To jest orzeszek dla Google. No tak, racja. Google ma 50 miliardów. Apple ma 150 miliardów, to szaleństwo. To same pieniądze. Więc to nie było takie dziwne, nie wiedziałem, że to takie istotne. 1% pieniędzy Google dałoby 500 milionów dolarów, więc to było 0,1% pieniędzy Google. Racja, to niedrogo. To prawie nic. W porównaniu z nimi, to całkiem niedużo. Zrobiliśmy kilka rzeczy, żeby zmniejszyć tarcie, to tak jak bakteria w naczyniu Petriego. Chcesz, żeby jeden klient przyciągnął dwóch innych albo coś takiego, najlepiej trzech nowych klientów. A potem chcesz, żeby to się działo szybko. Może nawet mógłbyś to stymulować jak rozwój bakterii pod mikroskopem. Potem już rośnie bardzo szybko aż dociera do brzegu naczynia Petriego i zwalnia. A później, po PayPalu, tutaj, w Dolinie Krzemowej, rozumiemy internet i znamy ludzi, skala PayPala oczywiście jest znacząca, ale SpaceX po prostu się wydaje, no wiesz, jak postanowiłeś, że się tym zajmiesz? Co jest pierwszą rzeczą, za którą się zabierasz? Jak w ogóle zaczynasz, ja nawet nie wiem, jak się zabrać za tworzenie firmy rakietowej. Cóż, ja też nie wiedziałem. I tak naprawdę, trzy pierwsze starty nie wypaliły. Więc to nie jest tak, że wszystko jest gotowe, to nie zawsze strzał w dziesiątkę. Ale chociażby dojść do tego momentu, w którym wystrzeliwujesz rakietę, jak tam się dostaleś? Po pierwsze, jak o tym zdecydowałeś? A potem, co zrobiłeś pierwszego dnia? Do kogo zadzwoniłeś? Napisałeś plan? Zacząłeś... nie mam pojęcia! Właściwie to przyczyną powstania SpaceX było to, że zastanawiałem się, dlaczego jeszcze nie wysłaliśmy ludzi na Marsa. Bo oczywistym krokiem po Apollo było wysłanie ludzi na Marsa. Ale zamiast tego, wysłaliśmy kilku ludzi na Księżyc i tyle. Gdybyś zapytał kogoś w 1969, jak będzie wyglądał 2013, powiedziałby, że będzie baza na Księżycu. Wysłalibyśmy przynajmniej kilku ludzi na Marsa, a potem może nawet i założyli tam bazę. Istniałoby coś jak krążące hotele kosmiczne i wszystkie te niesamowite rzeczy w kosmosie. To by było coś, czego ludzie oczekiwali. A gdybyś powiedział im, że w 2013 roku Stany Zjednoczone nie będą w stanie wysłać nikogo na orbitę. Ale za to będzie istniało urządzenie w twojej kieszeni mniejsze od talii kart, które ma dostęp do wszystkich informacji na świecie i umożliwia rozmowy na całej Ziemi i nawet jeśli byłbyś w jakiejś wiosce daleko, to dopóki istnieje coś, co się nazywa internet - oni oczywiście nie wiedzieliby, co to - możesz się kontaktować natychmiastowo z kimkolwiek i mieć dostęp do całej ludzkiej wiedzy, to by powiedzieli: "Bzdura! To niemożliwe!" A mimo to, wszyscy je mamy, a w kosmosie nic się nie dzieje. Zastanawiałem się więc, o co tu chodzi, to był 2001 i mój znajomy mnie zapytał, co będę robił po PayPalu. Powiedziałem: "Wiesz co, zawsze się interesowałem kosmosem, ale nie wydaje mi się, że pojedynczy człowiek może coś tam zrobić, bo to jest prowincja rządu, i to przeważnie dużego rządu. Ale ciekawi mnie, kiedy wyślemy kogoś na Marsa." Wszedłem więc na stronę NASA, żeby się tego dowiedzieć i nie moglem nic znaleźć. Pomyślałem, że albo nie umiem czytać strony internetowej, albo mają straszną tę stronę, bo na pewno musi być jakaś data. To powinna być ważna data. Tak, powinna się pojawić na stronie głównej. A potem odkryłem, że NASA właściwie to nie planuje wysłać ludzi na Marsa, ani nawet z powrotem na Księżyc. To było bardzo rozczarowujące. Myślałem, że może to była kwestia chęci narodu, czy znowu będziemy ekscytować ludzi kosmosem? Postaramy się uzbierać budżet dla NASA i wyślemy ludzi na Marsa. Zacząłem przeszukiwać ten temat, zaznajomiłem się z kosmosem, czytając wiele książek. I wpadłem na ten pomysł tak zwanej oazy na Marsie, który polegał na wysłaniu małej szklarni z ziarnami w odwodnionym żelu, który by się nawodnił po lądowaniu. Zielone rośliny na czerwonym tle, publika reaguje na precedensy i superlatywy. To by było pierwsze życie na Marsie, najodleglejsze w historii. Zacząłby się zastrzyk pieniędzy na zielone rośliny na czerwonym tle, to by podekscytowało ludzi. Zacząłem więc się tym zajmować, zastanawiałem się: "Dobra, stać mnie na budowę statku kosmicznego?" Miałem trochę pieniędzy z PayPala, ale musiało się zmieścić w budżecie. Wymyśliłem, że będziemy mieli dwie misje, bo gdybyśmy mieli tylko jedną i ona by się nie udała, to mogłoby mieć odwrotny skutek. Serio chciałeś postawić wszystko na to? Tak. Chciałem wydać połowę pieniędzy z PayPala bez oczekiwania zwrotu, bo uważałem to za dość istotne i, tak, okazało się, że mogłem na to przeznaczyć połowę pieniędzy, które zarobiłem na PayPalu, a jeśli by to powiększyło budżet NASA i w efekcie byśmy polecieli na Marsa, to byłoby to całkiem niezłe wyjście. Kiedy twoi znajomi i rodzina mówili ci: "Słuchaj, całe kraje nie potrafią tego zrobić, ty jesteś tym gościem, masz swoje zasoby", co powiedziałeś, czy zrobiłeś, czy pomyślałeś? Cóż, wielu moich znajomych próbowało mnie odwieść od pomysłu założenia firmy produkującej statki kosmiczne, bo uważali to za szaleństwo. Jeden znajomy kazał mi oglądać filmiki z wybuchającymi rakietami. Mnóstwo ludzi uważało to za szalony pomysł, niektórzy już próbowali założyć taką firmę i im się nie udało i próbowali mnie o tym przekonać. Ale ich powodem do odwiedzenia mnie od tego pomysłu było to, że uważali, że stracę zainwestowane pieniądze. I tak się tego spodziewałem, więc naprawdę się nie przejmuję, czy stracę - to znaczy, przejmuję się, ale ja nie szukałem rankingu z najlepszymi sposobami na inwestycję i wybrałem z niego kosmos. To nie tak. Nie szukałeś inwestycji na rynku finansowym, obligacje AAA, firma rakietowa. Mogłem się zająć nieruchomościami, mogłem zainwestować w szewstwo, cokolwiek. Ale, hej, kosmos ma najwyższy wskaźnik zwrotu z inwestycji! Nie takie było założenie, po prostu uważałem to za ważne, żeby ludzkość rozprzestrzeniła się poza Ziemię, a nikt się tym nie zajmował, więc może ja mogłem coś zrobić, żeby to pobudzić. A potem udało mi się zmniejszyć koszty statku kosmicznego i wszystkiego do rozsądnej kwoty. Problem pojawił się przy rakiecie, amerykańskie rakiety były o wiele za drogie. W rezultacie poleciałem do Rosji, poleciałem tam trzy razy, żeby negocjować zakup ICBM. Chciałem kupić dwie największe ICBM w rosyjskiej flocie w 2001 i w 2002. Nawet już negocjowałem cenę. To mówi samo za siebie. Nawet nie będę... Nie, właściwie to muszę - do kogo zadzwoniłeś? Otwierasz katalog firm, znajdujesz ICBM - o! Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, ale interesuje mnie zwłaszcza jedna kwestia. W pewnym momencie zdecydowałeś, że musisz kupić ICBM? Tak. Na początku chciałem zakupić normalny program rakietowy, który jest używany do wysyłania satelitów, ale one są zbyt drogie. Okej, rozumiem. Jeden Boeing Delta II kosztowałby 65 milionów dolarów, więc dwa wyszłyby po 130 milionów. Stwierdziłem, że to by przekroczyło mój budżet. Negocjowałem z nimi, ale bezskutecznie. Ile kosztuje jeden ICBM? Jestem ciekawy, po ile stoi na rynku? Zaraz po spadku ceny, później pewnie poszedł w górę. Tak, od tamtego czasu cena wzrosła znacząco. Ale w 2001 jeden kosztowałby około 10 milionów, więc dwa byłyby po 20 milionów. Potem wpadłem na pomysł, że mógłbym zakupić resztę misji też ta jakieś 20 milionów za jedną, tym sposobem mielibyśmy podwójną misję z dwoma identycznymi wyrzutniami i dwoma identycznymi statkami za niecałe 40 milionów, więc mogłem się za to zabrać. Ale pewnie doradzał ci jakiś specjalista od rakiet? To brzmi jak brałeś to na poważnie. Tak, zaangażowałem w to kilku konsultantów i zaznajomiłem się z przemysłem kosmicznym. Ale po trzeciej podróży do Rosji zauważyłem, że moje główne założenie o braku chęci było nieprawdziwe. W rzeczywistości uważam, że USA mają ogromną chęć odkrywania kosmosu, bo USA to właściwie naród odkrywców, są esencją ducha odkrywania, więc oczywiście to było głupie uważać, że ludziom brakowało motywacji. Ale ludzie nie chcą myśleć, że wysyłanie ludzi na Marsa byłoby tak kosztowne, że ucierpiałaby na tym służba zdrowia albo coś innego. Nie zrobią tego. Podróż na Marsa nie może spowodować jakiegoś gwałtownego pogorszenia w jakości ich życia. Może ćwierć albo pół procenta PKB dałoby się znieść. Myślałem, że może to nie będzie miało wielkiego znaczenia, jeśli to ja przeprowadzę tę misję, bo chodzi przede wszystkim o znalezienie sposobu. Nie miałem racji - myślałem, że nie ma wystarczająco chęci, ale byłoby jej mnóstwo, gdy ludzie uważali, że sposób jest możliwy. Musiałem więc popracować nad sposobem. Jak trudne jest budowanie rakiety? Dawniej wszystkie rakiety były drogie, więc w przyszłości rakiety też będą drogie. Ale to nieprawda. Jeśli popatrzysz na to, z czego zrobiona jest rakieta, zauważysz, że to aluminium, tytan, miedź i włókno węglowe. Możesz policzyć koszty tych surowców, układając je na podłodze i używając magicznej różdżki, żeby koszt łączenia atomów był zerowy, i wyjdzie ci koszt całej rakiety. Wyszedł on naprawdę nieduży, około 2% tego, ile kosztowały rakiety, więc najwyraźniej chodziło o to, jak atomy są łączone. Trzeba było wymyślić, w jaki sposób łączyć atomy w odpowiednią postać w bardziej efektywny sposób. Odbyłem serię sobotnich spotkań z ludźmi, którzy ciągle jeszcze pracowali dla dużych spółek lotniczych, po prostu, żeby się dowiedzieć, czy istnieje jakiś haczyk, którego nie zauważam. I nie mogłem tego załapać, wydawało się, że nie było żadnego haczyka, więc założyłem SpaceX. Miałeś kilka porażek, ale oczywiście też ogromne sukcesy. Jaki był koszt twojej produkcji rakiet w porównaniu z tym, jak one były budowane wcześniej? Zobaczmy. Pierwszą rakietą, jaką zbudowaliśmy, był Falcon 1, trzy pierwsze loty się nie udały. Co prawda za każdym razem było lepiej, ale pierwsza rakieta wylądowała kilkaset metrów od miejsca startu, w małych kawałeczkach. Tak czy siak, ta rakieta kosztowała ostatecznie około 6 milionów, a inne rakiety w jej klasie kosztowały około 25 milionów. Wow, to znacząca różnica. Tak, jakaś jedna czwarta. Ale jest coś jeszcze lepszego, czyli sprawienie, że te rakiety będą ponownego użytku. W tym momencie to jest czynnik decydujący o naszej cenie porównawczej, wyłączając odnowione ICBM. Tak więc, jak się prezentuje budowanie nowej rakiety SpaceX w porównaniu z rakietą Boeinga albo Lockheed? To około ćwierć ceny. Ale jeśli uda nam się oddać ją do ponownego użytku, to stanie się niewyobrażalnie tańsza. Niewyobrażalnie tańsza, czyli o jakąś jedną setną ceny? Zgadza się. Dla ciebie. Tylko dzisiaj. Wyprzedaż na Dzień Pamięci. Widziałem kilka pionowych lądowań, którymi się zajmujecie i wyglądają one dosłownie jak z filmów science-fiction z lat 50. To o tym mówisz? Tak. Zasadniczo to rakiety mają wrócić i wylądować na miejscu startu, a potem zatankować paliwo i wystartować ponownie. Jak samolot. Jak myślisz, ile brakuje do tego? Kiedy to zobaczymy, według ciebie? Mam nadzieję, że w przyszłym roku. Okej. My w Khan Academy też mamy kilka ambitnych planów na przyszły rok. Możemy je porównać: zmieniamy naszą stronę internetową. Pracujemy nad tym od dawna. SpaceX istnieje około 11 lat i do tej pory nie udało nam się przywrócić żadnej rakiety. Przywróciliśmy statek kosmiczny z orbity, i to było świetne. Ale żadna z naszych prób przywrócenia rakiety się nie udała. Elementy rakiety zawsze eksplodowały w momencie wejścia w atmosferę. Teraz możliwe, że wpadliśmy na pomysł, czemu tak się działo. To jest podchwytliwe, bo grawitacja ziemska jest naprawdę silna i zaawansowana rakieta może wynieść na orbitę 2% lub 3% swojej masy startowej. Przeważnie. Możliwość ponownego użycia odejmuje 2% lub 3%, więc nie zostaje prawie nic albo masa negatywna na orbicie. To oczywiście nie pomaga. Sztuka polega na tym, żeby użyć tych 2% lub 3% z ponownego użycia do zwiększenia masy i wydajności silnika rakiety aż zacznie się poruszać około 3,5% do 4% w ponownym użyciu. A później trzeba pomyśleć, co zrobić z elementami do ponownego wykorzystania i spróbować obniżyć je do poziomu 1,5% - 2%. Wtedy ładunek netto na orbitę wyniesie około 2%. I to wszystko robisz po połowie ceny. Absolutnie, bo nasza rakieta Falcon 9 kosztuje około 60 milionów, ale napęd, czyli dwie trzecie tlenu i jedna trzecia paliwa, kosztuje zaledwie 200 tysięcy. To bardzo podobnie do Boeinga 747, zatankowanie naszej rakiety kosztuje prawie tyle, co zatankowanie Boeinga 747. Zakładając, że wam się uda, a wy dowiedliście tymi wszystkimi zuchwałymi czynami, że jesteście ludźmi sukcesu, co się stanie? Co się stanie w najbliższych 5-10 latach w przemyśle kosmicznym, jeśli wam się to uda? Dolecimy na Marsa? Zacznie się komercjalizacja kosmosu? Cóż, pierwszym krokiem jest zarobienie wystarczającej ilości pieniędzy, żebyśmy mogli kontynuować jako firma. Na pewno musimy nadal wysyłać satelity, komercjalne satelity, transmisyjne satelity, kartograficzne, rządowe satelity, które prowadzą misje naukowe, te z ziemi i te z kosmosu, satelity GPS i tak dalej. A potem także stacje kosmiczne, transport ładunków do i ze stacji, którego kilka razy dokonaliśmy. Potem transport ludzi z i do stacji kosmicznej. Musimy służyć potrzebom zlokalizowanym na Ziemi, aby wysyłać satelity i zarabiać. Ale robiąc to, musimy ciągle ulepszać technologię aż ponowne użycie sprzętu dojdzie do skutku. Mamy odpowiednie doświadczenie i możliwości, żeby zabrać ludzi na Marsa. Więc myślisz, że to się naprawdę stanie? Kiedy myślisz, że będziemy mieć kogoś na Marsie? Myślę, że za 12 lat. 12? To jest nic! I myślisz, że to będzie podróż tam i z powrotem? Czy będzie istnieć jakaś stała kolonia na Marsie? Myślę, że to będzie raczej podróż tam i z powrotem. Ale to nic pewnego. Mógłbym o tym rozmawiać... ludzie wiedzą, że jestem... Docelowo to ma być podróż tam i z powrotem. To niewiarygodne. No i Tesla. Z mojego punktu widzenia, Tesla jest ogromnym sukcesem. Co myślisz, że w tym przemyśle... Dobra, zadam to samo pytanie: O czym myślałeś? To jest coś, czego próbował dokonać GM i Toyota i inne ogromne, wielomiliardowe organizacje. Co ci dało odwagę, żeby za tym iść? A teraz, gdy wydaje się, że osiągnąłeś wielki sukces, jak myślisz, dokąd ten przemysł będzie zmierzał w najbliższych 5-10 latach? Celem Tesli jest przyspieszenie nadejścia zrównoważonego transportu. Myślę, że to i tak by się stało z konieczności, ale ponieważ nie płacimy za paliwo, nie jesteśmy obciążeni kosztami za wpływ dwutlenku węgla na środowisko, na oceany i na atmosferę. To powoduje, że normalne siły rynkowe nie działają odpowiednio. Celem Tesli jest więc spróbować działać jako czynnik przyspieszający te normalne siły, na te normalne reakcje rynkowe, które powinny zachodzić, próbujemy działać jako katalizator i dążyć do tego, aby one zaszły jakieś 10 lat wcześniej, niż by i tak do nich doszło. To jest zadanie Tesli. Dlatego produkujemy samochody elektryczne, a nie inne. Dostarczamy także zestawy napędowe dla Toyoty i Mercedesa, a w przyszłości może i innym producentom, żeby przyspieszyć ich produkcję elektrycznych samochodów. O to w tym chodzi, i, póki co, działa to całkiem nieźle. Dzisiaj widziałem raport, w którym była mowa, że sprzedaliście więcej modeli S niż... przodujecie w tym dziale przemysłu! Więcej niż Mercedes klasy S, BMW 7 Series, Lexus LS400, cokolwiek. Tak, wygląda na to, że to prawda. Nie wiedziałem, że oni sprzedają tak niewiele samochodów w tym dziale. Bo my nie sprzedajemy tak wiele samochodów, w kwartale sprzedajemy 5 tysięcy albo 12 tysięcy... Wygląda na to, że wiesz, co mówisz. Cóż, to moja działka. Musimy sprzedawać mnóstwo w Bay Area, bo inaczej będziemy... Teraz podobne pytanie: jak zacząłeś? Co ci dało odwagę? I czy widzisz się jako pewnego rodzaju główna, przodująca marka za 5-10 lat? Mógłbyś rywalizować z Hondą Accords i Civic? Naszym celem nie jest stać się wielką marką czy rywalizować z Hondą Civic, raczej chodzi o postęp w dziedzinie samochodów elektrycznych. Będziemy produkować więcej i więcej elektrycznych samochodów i obniżać ich cenę, aż przemysł stanie się mocno elektryczny i mniej więcej połowa samochodów będzie elektryczna. To nie znaczy, że chcemy wyprodukować połowę wszystkich samochodów na rynku. Chcemy po prostu tego postępu aż on nadejdzie. Myślę, że w momencie, w którym połowa wszystkich nowych samochodów będzie elektryczna, będę mógł powiedzieć, że osiągnęliśmy sukces. Im szybciej do tego dojdziemy, tym lepiej. Kiedy to się stanie? Jakieś trzy lata temu założyłem się z kimś, że stanie się to za mniej niż 20 lat, więc teraz to za 17 lat. Ale to jest konserwatywne myślenie, myślę, że może już za 13 albo 14 lat. Wow. To wtedy, gdy polecimy na Marsa. Zgadza się. To będą ciekawe czasy. Dokładnie. Właśnie o tym pomyślałem, te ramy czasowe są raczej zbiegiem okoliczności. Postęp technologiczny ma to do siebie, że układa się w krzywą S. Przeważnie na początku ludzie nie przewidują sukcesu, bo mają tendencję do ekstrapolacji w linii prostej, a potem przesadzają w środkowym punkcie, bo istnieją ci, którzy przyjmują nowości z opóźnieniem. A w rezultacie ten proces zabiera więcej czasu, niż ludzie się spodziewają w fazie środkowej, ale o wiele mniej, niż się spodziewano na początku. Jestem bardzo podekscytowany tym, jak sprawy się mają. W rzeczywistości myślę, że tempo ulepszania technologii w zakresie składowania energii elektrycznej jest dużo szybsze, niż ktokolwiek się spodziewał. Mam jeszcze jedno pytanie. Ile mamy czasu? Gdzie jest Ester? Ach, 9:00. Ile masz czasu? Chcę mieć pewność, że nie przekroczymy limitu. Może jeszcze 15 minut. OK. Skończę więc ostatnim pytaniem. Jaką masz wskazówkę dla nas z Khan Academy? Nie wiem, wydaje mi się, że macie się świetnie. Może wy macie jakąś wskazówkę dla mnie. Ach, nie, no cóż... Serio, robicie naprawdę dobrą robotę, oczywiście, jesteście małym zespołem Tak, połowa tych ludzi nawet tu nie pracuje. Uważam, że to imponujące, że rozprzestrzeniacie wiedzę i zrozumienie na cały świat. Wkrótce i wszechświat, jeśli dotrzymasz swojej części umowy. To dość zabawne, jeśli pomyślisz, czym jest nauka? Właściwie to ściągasz informacje i algorytmy do swojego mózgu i w konwencjonalnym szkolnictwie to jest okropnie złe, bo to nie powinno być takim ciężkim zadaniem. A wy robicie to o wiele, wiele lepiej. Chyba wiele z tego, co bym chciał powiedzieć, już słyszeliście sto razy, ale im bardziej sprowadzicie proces nauki do zabawy, tym lepiej. Nie muszę zachęcać moich dzieci do grania w gry wideo. Muszę wręcz im wytrącać kontrolery z rąk jak igłę z crackiem. Ach, w twoim domu też jest ten problem, crack uzależnia. Więc lepiej jeśli potrafisz zamienić naukę w zabawę. Niestety, myślę, że spora część szkolnictwa jest w formie mówionej. Ktoś stoi na środku i wykłada, i robi to samo przez 20 lat z rzędu i nie jest tym zachwycony. A ten brak entuzjazmu jest przekazywany uczniom, też nie są tym zachwyceni, nie wiedzą, czemu tam są. Dlaczego pozwalamy na to? Nawet tego nie wiemy. Uważam, że spora część tego, czego się uczymy, jest bezcelowa, bo nigdy tego nie użyjemy w przyszłości. No bo kto będzie wystrzeliwał rakiety w kosmos? Dokładnie, to nigdy się nie zdarza. Musisz przyznać, że nikt nie patrzy i mówi: "Po co tego uczymy?" I zapewne powinniśmy powiedzieć, dlaczego tego uczymy. Bo mnóstwo dzieciaków w szkołach pewnie się zastanawia, po co tam są. Uważam, że jeśli potrafisz wyjaśnić powód spraw, to to robi wielką różnicę dla motywacji. W ten sposób ludzie rozumieją przyczyny. Myślę, że to bardzo ważne, niech to będzie rozrywką. Ale cała konwencyjna edukacja powinna być gruntownie zmieniona. Jestem pewny, że się ze mną zgodzisz. Czasem używam takiego porównania: widziałeś ostatni film o Batmanie? Ten z Chrisem Nolanem? Jest niesamowity, z fantastycznymi efektami specjalnymi, świetnym scenariuszem, dobrze przygotowany, doskonali aktorzy i świetne dźwięki. Jest bardzo absorbujący. Ale jeśli zamiast tego, weźmiesz scenariusz, to będzie ten sam scenariusz, ale zamiast zrobić film, ten scenariusz będzie odtworzony przez lokalną grupę. I w każdym amerykańskim miasteczku, gdyby filmy nie istniały, ktoś musiałby odtwarzać "Mrocznego Rycerza", w ręcznie robionych kostiumach i skacząc na scenie, nie bardzo pamiętając swoje teksty, nie bardzo wyglądając jak postacie w filmie, bez efektów specjalnych. To by było do niczego. To by było straszne. I takie jest szkolnictwo. Tym zakończmy i przepraszam was wszystkich za wstrzymywanie was, oczywiście ja mógłbym o tym rozmawiać godzinami, ale mamy jeszcze jakieś 5-10 minut na kilka pytań. Jeśli nikt ich nie zada, to ja mam jeszcze około dziewięciu. Ale proszę. Podchwyciłem dwa tematy, o których rozmawialiście. Jednym z nich były trochę zuchwałe cele, a drugim - chyba nie słyszałem, żebyś użył słowa "zysk" w niczym, o czym mówiłeś. Wydaje się, że wszystko jest zorientowane na poruszenie jakiejś dziedziny albo przywrócenie misji kosmicznych. Ile z twoich sukcesów przypisujesz swoim naprawdę zuchwałym celom, a ile brakowi skupienia na celach krótkoterminowych: wpływie pieniędzy albo, nie wiem, inwestorach? Niestety, zakładając swoją firmę, trzeba się skupiać na celach krótkoterminowach i na wpływie pieniędzy, bo inaczej ta firma upadnie. Wielu ludzi uważa, że tworzenie swojej firmy będzie zabawne. Nie powiedziałbym, że to takie zabawne, są momenty radości, ale są też okresy, kiedy po prostu jest tragicznie. Szczególnie, jeśli jesteś dyrektorem, spadają na ciebie same najgorsze problemy. Nie ma sensu tracić czasu na to, co idzie dobrze, więc spędzasz swój czas na tym, co idzie źle. Istnieją sprawy, które mają się źle i nikt inny nie może się nimi zająć. Spada na ciebie wszystko, co najgorsze w firmie, każdy najzłośliwszy i najboleśniejszy kłopot. Musisz czuć się zmuszony do tego i mieć wysoki poziom odporności na ból. Jeden mój znajomy mówi, że zakładanie firmy jest jak spoglądanie w przepaść i jedzenie szkła. I jest w tym trochę racji. Spoglądanie w przepaść to ciągłe przeciwstawianie się upadkowi firmy. Bo większość start-upów upada. Jakieś 90%, może nawet 99% start-upów upada. To jest ta część patrzenia w przepaść. Ciągle mówisz: "Okej, jeśli nie naprawię tego, firma upadnie", co może być dość stresujące. A ta część z jedzeniem szkła to rozpracowywanie problemów, które firma musi rozwiązać, a nie problemów, którymi chciałbyś się zająć. Pracujesz nad problemami, nad którymi wcale byś nie chciał. To jest ta część jedzenia szkła. I tak jest od bardzo dawna. Więc jak się skupiasz na całości, skoro ciągle się mierzysz z tym, czy jeszcze będziesz istniał za miesiąc? Cóż, zaledwie mały procent energii umysłowej skupia się na całości. Wiesz, gdzie generalnie zmierzasz i że ta ścieżka będzie kręta. Starasz się nie zboczyć z niej zbytnio, ale w jakimś stopniu i tak będziesz musiał. Nie chcę umniejszać... myślę, że motywacja zyskiem jest dobra, jeśli zasady danego przemysłu są odpowiednie. W zasadzie nie ma nic złego w zyskach. W rzeczywistości zysk oznacza, że ludzie płacą więcej za to, co robisz, niż ty wydajesz na wyprodukowanie tego. To dobra rzecz. Jeśli tak nie będzie, skończysz swój biznes i słusznie, bo nie dodajesz żadnej wartości. Oczywiście, istnieją sytuacje, w których ludzie posuną się do nieczystych zagrań w imię zysku, ale to całkiem rzadkie, bo zazwyczaj zasady są raczej odpowiednie, nie zupełnie, ale przeważnie są poprawne. Chyba mamy czas na jeszcze jedno pytanie. Joel. Tak, moje jest ważne. Bardzo dobrze. Proszę. Kilka miesięcy temu zapowiadałeś Hyperloopa i od tamtej pory nic nie słyszeliśmy. Po pierwsze, kilku z nas - inżynierów rozmawiało o tym i mieliśmy kilka pomysłów, jeślibyś potrzebował pomocy. Ale, jeśli ci to odpowiada, może powiesz nam coś więcej o tym. Czytałem o kalifornijskim pociągu szybkobieżnym i to było dość załamujące, bo podatnicy w Kalifornii będą zmuszeni wybudować najdroższą kolej szybkobieżną na świecie na milę i najwolniejszą. To nie są charakterystyki, których byśmy chcieli. Cholera, jesteśmy w Kalifornii, produkujemy wysoko technologiczne rzeczy, dlaczego mamy wydawać - szacunki wynoszą około 100 miliardów na coś, co zajmie dwie godziny na dojazd z LA do San Francisco? Mogę wsiąść w samolot i dolecieć w 45 minut. To nie ma za bardzo sensu. Czy nie ma lepszego sposobu? Powiesz: "No dobra, co byś chciał w systemie transportowym?" Jeśli byś chciał, żeby w porównaniu z obecnym był szybszy, powiedzmy, dwukrotnie szybszy i z biletem o połowę tańszym, żeby nie ulegał wypadkom, był odporny na pogodę, możesz stworzyć coś z własnym napędem z panelami solarnymi albo czymś takim. To byłoby całkiem dobry rezultat. Więc kto to zrobi? Jaki jest najszybszy sposób na to, pomijając teleportację? Niektóre elementy takiego rozwiązania są całkiem oczywiste, a niektóre nie tak oczywiste. No i szczegóły - diabeł tkwi w szczegółach, żeby coś takiego w ogóle działało. Ale doszedłem do wniosku, że istnieje coś w tym rodzaju, co mogłoby działać. I byłoby praktyczne. Czy to ma związek z tubami próżniowymi? Tubami wypełnionymi próżnią? Coś w tym stylu. Ale nie podałeś do publiki co to? Nie. Ale kiedyś powiedziałem, że kiedy Tesla zacznie przynosić zyski, powiem o tym coś więcej. Póki co, jeszcze się nie dorobiliśmy odpowiednio, pewnie to zrobię, gdy się dorobimy. Poza tym, jestem trochę zajęty rzeczami, nad którymi już pracuję. Dodanie czegoś nowego to byłoby zbyt wiele. Nauka gry na gitarze... możesz wybierać. Próbowałem się nauczyć gry na skrzypcach, to bardzo trudne do nauczenia się. Tak, wystrzeliwanie rakiet, samochody elektryczne, rewolucja transportowa - łatwiutkie. W ogóle nie umiem grać na skrzypcach. Gram okropnie. Jeśli myślisz o przyszłości, chcesz, żeby była lepsza niż przeszłość. Gdybyśmy mieli coś takiego, jak Hyperloop, byłoby świetnie. Nie mógłbyś się doczekać dnia, w którym zacząłby działać. Nawet, gdyby istniał w jednym miejscu, z LA to San Francisco albo do Nowego Jorku albo Waszyngtonu, to byłoby wystarczająco fajne, byłoby rodzajem atrakcji turystycznej, przejażdżką, czy coś. Nawet jeśli niektóre początkowe założenia były nietrafne, ekonomia nie wyszła tak, jak się spodziewano, byłoby wystarczająco świetne, ja bym chciał polecieć do takiego miejsca tylko po to, żeby się tym przejechać. Byłoby super. Uważam, że z nową technologią tak się powinieneś czuć. Zapytaj obiektywnej osoby, czy nie może się doczekać dnia, kiedy takie coś będzie dostępne. Byłoby ekscytujące to zrobić. Albo samolot. Byłem bardzo zawiedziony, gdy wycofali Concorde i transport ponaddźwiękowy nie był już dostępny. Oczywiście, 787 miał jakieś nowości, ale taka prawda, że 787, nawet w najlepszym przypadku, jest tylko trochę ulepszoną wersją 777. Niezbyt ekscytujące. To jest coś, nad czym teraz pracujesz? Kiedyś w niedalekiej przyszłości, czy istnieją jakieś plany czy rozmowy z tym związane? Zadzwoniłeś do Rosji? Nie, od czasu do czasu to się pojawia, ale nie myślę o tym. Ale kiedyś pomyślę o nowych elementach tego, o tak, to będzie lepsze. Fascynujące. Myślę, że mówię w imieniu wszystkich. To jest najbardziej niesamowita rozmowa, jaką ktoś mógłby przeprowadzić w godzinę. I chyba wszyscy chcielibyśmy rozmawiać z tobą godzinami, ale dziękuję bardzo. Wiem, że masz mnóstwo wolnego czasu, więc to pewnie dużo cię nie kosztowało, żeby tu przyjść. Ale to ogromny zaszczyt. Myślę, że zainspirowało nas wszystkich, żeby zmieniać świat i wszechświat. Super. Bardzo dziękuję!