If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:7:32

Transkrypcja filmu video

Ekonomiści, mówiąc o inflacji, mają na myśli ogólny wzrost poziomu cen dóbr i usług. Zatem mówią o inflacji cen. Podkreślam to, bo czasami, zwłaszcza tuż po wprowadzeniu terminu „inflacja”, odnosił się on do inflacji pieniężnej, czyli wzrostu podaży pieniądza. Wzrost podaży pieniądza. Te dwa pojęcia są ściśle powiązane. Miejmy świadomość, że inflację naprawdę się mierzy. Dziś ludzie utożsamiają inflację z inflacją cenową. Chociaż te pojęcia są powiązane, nie oznaczają tego samego. Generalnie, to prawda, że jeśli podaż pieniędzy… podaż pieniędzy to coś więcej niż liczba wydrukowanych dolarów. Wpływa na nią liczba zaciąganych pożyczek, a także liczba transakcji dokonywanych w gospodarce. A jeśli podaż pieniądza, pod wpływem tych czynników, rośnie szybciej niż całkowita realna produktywność gospodarki, to spowoduje wzrost cen. Inflacja cenowa ma też inne przyczyny, głównie krótkoterminowe. Są np. „szoki podażowe”. Szok podażowy następuje wtedy, gdy nagle podaż czegoś znacznie maleje. Typowym przykładem szoku podażowego jest kryzys naftowy z lat 70. Jeśli w kraju takim jak USA nagle zacznie brakować ropy, to ceny ropy i gazu wzrosną. Ceny ropy i gazu wzrosną. Wpływa to na najróżniejsze sprawy. Nawet na banany w waszym sklepie spożywczym. Jeśli wzrośnie cena ropy lub gazu, albo jednego i drugiego, to podskoczy też cena bananów. Bo aby dowieźć banany do sklepu, trzeba zużyć trochę benzyny. Duża część ceny banana w sklepie pokrywa koszt paliwa zużywanego przez statek przewożący ten owoc z plantacji do sklepu. I koszt transportu koleją, ciężarówką itp. To wpłynie na ceny wszystkiego, nie tylko ropy czy gazu. Te pojęcia są powiązane, ale pamiętajmy, że dziś „inflacją” najczęściej nazywa się inflację cenową. Wszyscy się zgadzają, że odrobina inflacji jest korzystna. Trochę - to dobrze. Podkreślam. Trochę - to dobrze. Mam na myśli 1%, 2%, może 3% rocznie. Wyższa inflacja jest niepokojąca, bo może wystąpić efekt kuli śnieżnej. Wrócimy do tego w przyszłości, omawiając hiperinflację. Ekonomiści boją się też sytuacji, gdy inflacja jest ujemna. To prowadzi do deflacji; później wyjaśnimy, dlaczego wielu widzi w tym zagrożenie. W USA inflację mierzy się indeksem CPI, czyli wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych. Usłyszycie tę nazwę w programach informacyjnych, zwłaszcza biznesowych. Istnieją różne wskaźniki cen detalicznych. Gdy ktoś mówi, że CPI wzrósł o 2%, to ma na myśli wskaźnik CPI-U. „U” odnosi się do konsumentów miejskich. Jest to wskaźnik, który podaje się najczęściej, ponieważ większość konsumentów w USA stanowią konsumenci w miastach. Ten wskaźnik dotyczy największej liczby konsumenckich portfeli. Jak się go oblicza? Podobnie jak deflator, jest indeksem cenowym; także mierzy się ogólny wzrost czy ogólną zmianę poziomu cen. Ale te wskaźniki oblicza się inaczej, chociaż powinny się zgadzać lub być zbliżone do siebie, skoro są indeksami stosowanymi do pomiaru poziomu cen. CPI oblicza się za pomocą koszyka dóbr dla danego typu konsumenta w roku bazowym. Wybiera się rok bazowy. Weźmy jakiś prościutki przykład. Śmiesznie prosty. Powiedzmy, że w naszym małym kraju miejski konsument (skupiamy się na CPI-U), konsumuje tylko dwie rzeczy. Chociaż oczywiście konsumujemy znacznie więcej. Ale tu konsument wydaje 60% pieniędzy na jabłka… jabłka… i 40% na banany. Banany. W bazowym roku ustalmy bazową cenę jabłek: 100, i cenę bananów: 100. Nie mówimy, że jabłka i banany kosztują tyle samo. Tylko że wydajemy 60% pieniędzy na jabłka i 40% na banany, w roku bazowym. A to jest tylko poziom cen w tym roku. Istotny będzie wzrost; to, czy wskaźnik się zmieni w roku, dla którego będziemy obliczać inflację. W odniesieniu do roku bazowego. Powiedzmy, że w bieżącym roku, nawet w następnym po bazowym… załóżmy, że nadal wydajemy 60% na jabłka i 40% na banany, w bieżącym roku wskaźnik jabłek wzrósł o 50%, do 150, czyli plus 50%… i powiedzmy, że indeks bananów wzrósł do 180, czyli banany zdrożały jeszcze bardziej. Plus 80%. Jak możemy zmierzyć wzrost wskaźnika CPI-U? Biorąc średnią ważoną tych wskaźników, albo średnią ważoną przyrostu. Tak lub tak. Zróbmy to na dwa sposoby; wynik będzie taki sam. W tym roku indeks bazowy to 0,6 razy 100, 0,6 razy 100… plus 0,4 razy 100… 0,4 razy 100. Wyjdzie 100. 60 plus 40 równa się 100. Wychodzi 100, jak powinno. To podstawa naszego wskaźnika. Tutaj, w roku bieżącym, do którego się przenosimy… Są różne sposoby. Powiecie np.: „Wydajemy 60% na coś, co zdrożało do 150”. Czyli 0,6 razy 150… plus 0,4 razy 180. Uzyskamy… wyciągnę kalkulator. Mamy 0,6 razy 150 plus 0,4 razy 180… Razem 162. 162. Jeśli więc spojrzymy na ten koszyk, bardzo uproszczony, to zobaczymy wzrost od 100 do 162. Innymi słowy, plus 62%. Ten sam wynik uzyskalibyśmy, biorąc średnią ważoną procentów: 0,6 razy 50% plus 0,4 razy 80%. To można policzyć w głowie. 0,6 razy 50% to 30%, a 0,4 razy 80% to 32%. 30 plus 32 to 62% przyrostu. Taki jest przyrost w koszyku tego miejskiego konsumenta od roku bazowego do bieżącego. W następnym odcinku zobaczycie koszyk dóbr konsumenta miejskiego w Stanach Zjednoczonych.