If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość

7. Edukacja jako mechanizm wspierający równość

Stworzone przez: Sal Khan.

Chcesz dołączyć do dyskusji?

Na razie brak głosów w dyskusji
Rozumiesz angielski? Kliknij tutaj, aby zobaczyć więcej dyskusji na angielskiej wersji strony Khan Academy.

Transkrypcja filmu video

Mówiliśmy, że szerzenie wiedzy jest siłą konwergencji w skali globalnej. A co ze skalą indywidualną? Mówiąc o szerzeniu wiedzy w ujęciu indywidualnym, pod pewnymi względami mówimy o edukacji. Ten temat jest mi bardzo bliski. Przemyślmy parę spraw. Ogólnie rzecz biorąc, mamy dochód. Żeby go wygenerować, potrzebujemy kapitału. Trzeba kapitału. Oraz pracy. Np. prowadząc farmę, potrzebujemy ziemi, zwierząt, jakiegoś sprzętu, ale także ludzi, by obsługiwali sprzęt i nadzorowali działanie gospodarstwa. Produkując oprogramowanie, potrzebujemy budynku, komputerów... serwerów... to też komputery. Trzeba też ludzi, by te komputery programowali, by sprzedawali oprogramowanie, rozwijali firmę itp. To są dwa konieczne warunki, by mieć produkcję, która przełoży się na dochód. Pytanie: jak ten dochód się dzieli? Ile z niego zasili kapitał, ile zaś pracę? Chodzi o to, że przy szerzeniu wiedzy... (A praca związana z wiedzą staje się coraz cenniejsza...). Jeśli praca związana z wiedzą... wezmę to w kółko. To jest wiedza. A jeśli taką pracę w coraz mniejszym stopniu uważa się za towar, to może praca jest tu ważniejsza. Z drugiej strony, jeśli mamy ogromne zakłady przemysłowe, gdzie wykonuje się monotonną pracę niewymagającą kwalifikacji, to wtedy ważniejszy jest kapitał. Zastanówmy się. Piketty nie uważa, by to zjawisko miało duży zasięg. Mówi, że może się to dziać punktowo, na poziomie kierownictwa i finansów, lub w niektórych branżach, np. komputerowej. Uważa jednak, że szerzenie wiedzy nie przyda pracy aż tyle znaczenia, by zrównoważyć tę rosnącą część dochodu trafiającą do kapitału. Mowa tu zwłaszcza o generowanym przez pokolenia bogactwie dynastycznym. Rozważamy sprawę. Nie chcę narzucać swojego zdania, tylko dać wam materiał, byście sami wyrobili sobie pogląd. Porównajmy teraźniejszość z wiekiem pozłacanym, jak w książce. Spójrzmy na wiek pozłacany. Zapiszę to. Ten okres przypada na koniec XIX stulecia. Jakie były siły wzrostu gospodarczego w wieku pozłacanym? Gdzie była generowana większość dochodu? To szczytowy okres rewolucji przemysłowej. Były zatem koleje... Koleje. I ropa naftowa. Można powiedzieć - energia, ropa. Była produkcja w manufakturach. Produkcja w manufakturach. W tych gałęziach przemysłu bardzo ważny był kapitał. Ogromnie! Tego wszystkiego nie można robić bez kapitału. Natomiast praca jest raczej towarem. Ludzie są potrzebni tylko do przybijania szyn do podkładów, do pracy na platformie wiertniczej i na taśmie produkcyjnej. Podczas rewolucji przemysłowej te wszystkie umiejętności zmieniano w coś, co można nazwać „pracą-towarem”. Pomyślmy o teraźniejszości. Nazwijmy ją erą informacji. Era informacji. Które branże rozwijają się w tym okresie? Jedna, bardzo mi bliska (nagrywam ten film w Dolinie Krzemowej), to tworzenie oprogramowania. Chociaż nie wydaje mi się głównym obszarem rozwoju. Już raczej biotechnologia. Można by długo wymieniać. A co to wszystko łączy? Nie trzeba aż tyle kapitału, ile tutaj. Zwłaszcza pisanie oprogramowania: wcale nie wymaga kapitału. Wystarczą komputery i miejsce do programowania. Można pracować w domu. Tutaj pracownik musi mieć bardzo wysokie kwalifikacje. Podobnie w biotechnologii: trzeba kapitału, ale nie do torów kolejowych. Trochę idzie na sprzęt, ale głównie na płace dla ludzi. Dla badaczy, obsługi badań klinicznych itp. Wydaje się, że w naszych czasach praca będzie się stawać coraz cenniejsza. I nie tylko praca-towar. Nie chodzi o pracę na zmiany w fabryce, lecz o pracowników wysoko wykwalifikowanych. A ponieważ to właśnie się dzieje... Właśnie z tego powodu... możliwe, że coraz większa część dochodu będzie zasilać pracę. To, samo w sobie, nie musi prowadzić do nierówności. Np. może zaistnieć sytuacja, a dane wskazują, że to dzieje się teraz... To jest pula ludzi mogących pracować w intensywnie rozwijających się sektorach, gdzie praca dodaje znaczącą wartość. Ci ludzie stanowią niewielki procent populacji. Zatem mały procent populacji może czerpać korzyści z tych warunków, jednak reszta populacji, niemająca koniecznych umiejętności, nie weźmie udziału w tym rozwoju. Co może prowadzić do nierówności. Nie z powodu tego, że dochód coraz bardziej zasila kapitał, bo r > g, (zwrot z kapitału przewyższa wzrost gospodarczy). Nie to będzie powodem, lecz zróżnicowanie pracy: wykwalifikowani pracownicy będą mieć nieproporcjonany udział w dochodach w porównaniu z innymi. Czy da się sprawić, że więcej ludzi będzie w tym uczestniczyć? Znów - to kwestia edukacji. Czy ta pula, jako procent populacji może stać się znacznie większa, by więcej ludzi na świecie mogło czerpać korzyści? To temat do przemyślenia. Nie znam odpowiedzi, ale coś się dzieje. Żyjemy w innym świecie niż żyło się w wieku pozłacanym. Można widzieć to inaczej. W książce tego nie ma, ale ja czasami tak o tym myślę: w czasach rewolucji przemysłowej świat przypominał piramidę. Tutaj jest praca. Trzeba było wielu osób, ale niezbyt wykwalifikowanych. Tutaj, pośrodku, są pracownicy umysłowi. Pracownicy umysłowi. Oni zajmują się informacjami, katalogują dokumenty, wykonują pracę biurową. A na szczycie piramidy, podczas rewolucji przemysłowej na początku XX wieku sytuują się posiadacze kapitału. Posiadacze kapitału. Była również bardzo nieliczna klasa, którą nazwę kreatywną. To jest klasa kreatywna. Klasa kreatywna. Tworzą ją na przykład... Tworzą ją np. inżynierowie, artyści i badacze. Tak się to wówczas układało. Teraz, gdy wkraczamy w erę informacji, automatyka sprawia, że praca traci na znaczeniu. Nawet ta umysłowa, przetwarzanie informacji. Są więc dwie różne rzeczywistości, do których moglibyśmy pójść. Jedna, w której wciąż jest względnie mała klasa ludzi posiadających kapitał (większość kapitału), lub należących do klasy kreatywnej. I mamy też małą... Pozwólcie, że narysuję... Zrobię tu taki sam trójkąt. Mamy jeszcze małą grupę ludzi na szczycie trójkąta. A że automatyzacja wypiera dwie środkowe warstwy, pozostaje niewielka grupa uczestników - tutaj. Wszyscy inni zostaną na lodzie. Oni będą odsunięci, a to nie jest dobre wyjście dla nikogo. Ale jest też inna rzeczywistość. Można by poszerzyć górę trójkąta, zwiększyć klasę kreatywną. Jeśli ci ludzie mogą mieć wysoko cenioną pracę, czy stanowiska, to będą mogli brać coraz więcej dochodu. Będą również mogli mieć coraz więcej kapitału. Tak jest w Dolinie Krzemowej. Ludzie pracujący przy oprogramowaniu w firmach Google, Facebook czy Apple nie tylko zarabiają na pracy, ale ponieważ ich dochód przewyższa wydatki, mogą kumulować kapitał i także zostawać właścicielami. W tej rzeczywistości, jeśli dobrze rozegramy sprawę edukacji (powtarzam, to bliski mi temat), to zamiast żyć w świecie, gdzie wykluczamy wiele osób, możemy być w świecie wyglądającym tak. Gdzie, z powodu automatyzacji, nie potrzebujemy tyle pracy, którą nazywam pracą-towarem. Nie potrzebujemy też tylu tradycyjnych pracowników umysłowych przetwarzających dane. Większość osób, jeśli zadbamy o edukację, może zajmować te wysoko cenione stanowiska, gdzie praca odgrywa ważniejszą rolę, a zwrot z pracy jest wyższy od zwrotu z kapitału. A że zwrot z pracy jest wyższy, to ci ludzie dostaną większą część dochodów i także będą mogli gromadzić kapitał. Zatem w tej rzeczywistości, z coraz większym procentem posiadaczy kapitału, informatyków czy artystów, specjalistów od badań i rozwoju... zależy to od ulepszenia edukacji. Żeby przejść stąd tutaj, unikając tego trójkąta, trzeba mieć wydajniejszą i lepiej wykształconą pulę pracowników. W ten sposób osiągniemy rzeczywistość ze „Star Treka”. Ludzie nie rozpatrują „Star Treka” z perspektywy ekonomicznej, ale zauważcie, że nie ma tam wielu oraczy na polach! Nikt też nie pracuje za biurkiem. W „Star Treku” wszyscy zajmują się badaniami i rozwojem. To badacze i artyści. Przemyślcie to: edukacja, szerzenie wiedzy może być potężną siłą konwergencji i chroni nas przed kolejnym wiekiem pozłacanym.