If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:9:06

Transkrypcja filmu video

Zajmiemy się tym razem rynkiem pracy. We wszystkich odcinkach, gdy mówię o wynajmie czy pracy, posuwam się do dużych uproszczeń. Robię to po to, aby móc zastosować niektóre z podstawowych pojęć, z którymi spotykamy się w tym kursie mikroekonomii… by zastosować te pojęcia do opisu z życia wziętych sytuacji. Należy pamiętać, że to sytuacje dalece uproszczone i rzeczywisty kontekst może być dużo bardziej złożony, lecz wystarczają do ogólnych rozważań. Mamy tu rynek prostych prac, nie wymagających od pracowników kwalifikacji ani doświadczenia. Na osi pionowej jest stawka godzinowa, czyli w pewnym sensie cena pracy… Ta przerwa oznacza, że zacząłem od zera, ale potem przeskoczyłem do 5, 6 i 7. Natomiast tutaj mamy ilość pracy, mierzoną w milionach godzin miesięcznie. Tu także jest przerwa, bo przeskoczyłem od razu do 20 i 21 milionów godzin. Jedna ważna kwestia: gdy mówimy o popycie na rynku pracy, nie chodzi o indywidualnych konsumentów, lecz o pracodawców. W większości sytuacji popyt dotyczy konsumentów, a tu dotyczy pracodawców, bo oni w pewnym sensie kupują pracę. Natomiast podaży nie zapewniają firmy, lecz ludzie oferujący swoją pracę, czyli indywidualni pracownicy. Tutaj podaż zapewniają pracownicy. Na początek załóżmy, że nasz rynek pracy nie podlega żadnym regulacjom. Ma zatem naturalnie ustaloną cenę równowagi… cenę lub szafkę równowagi wynoszącą 6 dolarów… lub stawkę równowagi wynoszącą 6 dolarów, oraz równowagową ilość dostarczonej pracy, wynoszącą 22 miliony roboczogodzin miesięcznie. Załóżmy jednak, że władze tego hipotetycznego miasta lub państwa mówią: „Wiecie, co?… 6 dolarów to bardzo niskie wynagrodzenie. To niemożliwe, by ludzie mogli normalnie żyć zarabiając tyle.” Władze uznają więc tę stawkę za zbyt niską – nie akceptują jej. Możliwe, że ich wyborcy to ludzie zarabiający tyle, więc mówią: „Wiecie, co? Uchwalimy prawo, które im pomoże. Wprowadzimy płacę minimalną.” Uchwalimy ustawę o płacy minimalnej, mówiącą, że pracodawca musi płacić co najmniej 7 dolarów za godzinę. 7 dolarów za godzinę. Co najmniej 7 dolarów. Mamy tu zatem cenę… Mamy tu zatem cenę minimalną. Stawka godzinowa nie może być niższa. W odcinku o czynszach mieliśmy cenę maksymalną. Tam była maksymalna cena mieszkania, a tu jest minimalna cena pracy. A ponieważ ta minimalna cena pracy jest wyższa niż bieżąca cena równowagi, rynek zostanie zakłócony. Zatem teraz najniższa płaca jest tu: wynosi 7 dolarów. Tu jest minimalna stawka godzinowa. Tu jest nasza minimalna stawka godzinowa. Co teraz nastąpi? Zacznijmy od popytu. Pracodawcy stwierdzą: „jeśli mamy płacić 7 dolarów za godzinę, to teraz stać nas tylko na 21 milionów roboczogodzin.” Powiedzą, że stać ich teraz tylko na 21 milionów roboczogodzin. Natomiast pracownicy powiedzą: „Rety, skoro mogę zarabiać 7 dolarów za godzinę…” Skoro teraz płacą 7 dolarów za godzinę, to więcej będzie chętnych do pracy. Ten człowiek powie: „Harowałem 40 godzin tygodniowo za 6 dolców za godzinę, ale teraz płacą 7 dolców, więc mogę pracować 45 godzin.” Albo student będący pod kreską powie: „Płace są tak wysokie, więc może podejmę pracę.” Albo jakiś emeryt, którego 6 dolarów za godzinę nie skłaniało do podjęcia pracy, ale 7 już tak. Może to niepracujący rodzic i te 7 dolarów skłoni go do rezygnacji z roli gosposi i podjęcia pracy. A więc w rezultacie podaż pracy… wielkość podaży pracy wyrażona w godzinach wzrośnie. Przy 7 dolarach za godzinę, ludzie będą gotowi zapewnić tyle roboczogodzin. Co jednak się stanie… co stanie się w tej sytuacji? Mnóstwo ludzi chętnie podjęłoby pracę, ale zapotrzebowanie jest tylko takie. Mamy więc do czynienia z nadpodażą pracy. z nadpodażą pracy. Ujmując to inaczej, teraz praca jest tylko dla 21 mln ludzi, a chętnych do pracy jest 23 miliony. Mamy więc 2 miliony ludzi, którzy według klasycznej definicji są bezrobotni; ludzi, którzy szukają pracy, lecz nie mogą jej znaleźć. Powtórzę: to daleko idące uproszczenie, bo w tym punkcie – w kontekście, jaki przedstawiłem – tu nie ma bezrobocia, a wiadomo, że nawet gdy gospodarka działa na najwyższych obrotach, zawsze jest jakieś bezrobocie. W wyniku różnych zawirowań ludzie rzucają pracę lub zostają z niej zwolnieni i szukają nowej. Można więc uznać, że to wszystko zbędne bezrobocie albo że model jest zbyt prosty. W idealnym świecie może być zero bezrobocia. Tutaj więcej osób szuka pracy, bo wzrosły płace, ale spadło zatrudnienie. Ponieważ pracodawcy są zmuszeni więcej płacić. Jak przy tych wszystkich założeniach określić, ile osób straciło pracę? Bo pamiętajmy, że teraz więcej osób zaczęło szukać pracy z powodu podwyżek. Jak określić to liczbowo, na podstawie liniowych krzywych podaży i popytu? Przedtem był popyt na 22 miliony pracowników, i taka sama… taka była wielkość popytu, jak również wielkość podaży, a teraz tylko na 21 milionów. Zatem według tego modelu, pracę stracił 1 milion… 1 milion pracowników. 1 milion zatrudnionych. Rozważmy teraz kwestię nadwyżki. Przed ustaleniem płacy minimalnej, nadwyżką… był cały ten obszar. Cały ten obszar leżący pod krzywą popytu i nad krzywą podaży. To była łączna nadwyżka, dzieląca się na nadwyżkę konsumenta i nadwyżkę producenta. Zatem tutaj, między ceną równowagi a krzywą podaży była nadwyżka producenta… Pamiętajmy, że producentami pracy są indywidualni pracownicy. To była więc dodatkowa korzyść – ponad koszt alternatywny – jaką zyskiwali pracownicy: to ten obszar. Obszar zacieniowany na biało. A to nadwyżka konsumenta, czyli pracodawców… To dodatkowa korzyść pracodawców… dodatkowa korzyść pracodawców, ponad koszty płacowe, które musieli ponieść. Natomiast teraz, przy płacy minimalnej… tu jest odgórnie ustalona cena, a tu liczba roboczogodzin, na jaką jest popyt. Zatem utracona nadwyżka… to pole tego obszaru. Pole tego trójkąta. Obliczenie tego pola nie jest trudne. Jego wysokość to 1 milion roboczogodzin miesięcznie, więc piszemy: 1 milion… Napiszę tylko 1. Pamiętajmy, że to miliony. Razy ta podstawa. Razy ta podstawa trójkąta, czyli 2 dolary za godzinę. A więc: razy 2, razy ½. 1 razy 2 dałoby pole prostokąta. Aby uzyskać trójkąt, dzielimy przez 2. Razy ½. I wychodzi… To się skraca i wychodzi dokładnie 1. Jednostki to dolary na godzinę razy miliony godzin miesięcznie, czyli miliony dolarów miesięcznie. Wynik to 1 milion dolarów… 1 milion dolarów miesięcznie nadwyżki, rynkowej korzyści… korzyści ponad… łącznej nadwyżki, którą ten rynek utracił z powodu regulacji płac. Przy wszystkich założeniach tego modelu. Tak jak w poprzednim odcinku, mamy milion dolarów zbędnej straty społecznej. zbędnej straty społecznej miesięcznie. Ale tu nie wszyscy tracą. Ponieważ cena… Ponieważ cena pracy została wywindowana, to ludzie mający pracę, którzy wykonują te 21 milionów roboczogodzin miesięcznie… ich nadwyżka producenta wzrosła. Bo odległość między ich płacą, a kosztem alternatywnym jest większa. Zatem ci szczęściarze, którzy teraz mają pracę, mogą się cieszyć większą nadwyżką producenta. Natomiast pracodawcy – teraz będący po stronie popytu… Ci, którzy płacą teraz za te 21 milionów roboczogodzin, mają teraz mniejszą… mają teraz mniejszą nadwyżkę konsumenta, mniejszą nadwyżkę pracodawcy. A więc w przypadku pierwszych 21 milionów jednostek pracy, dochodzi do redystrybucji nadwyżki między pracodawcami a pracownikami, ale w rezultacie wzrostu płac po ustaleniu płacy minimalnej zmniejsza się wielkość popytu, więc – o ile ufamy temu modelowi – następuje pewna redukcja zatrudnienia.