If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:7:51

Transkrypcja filmu video

Zastanówmy się, kto ponosi ciężar podatku w różnych sytuacjach. W tym odcinku skupię się na insulinie, która jest ciekawa, bo pozwala utrzymać niskie stężenie cukru we krwi u chorych na cukrzycę. Mówiąc wprost, chorzy muszą ją przyjmować, bo inaczej umrą. Korzyść krańcowa jest niemal nieskończona. Dlatego bez względu na cenę insuliny, muszą ją kupić, bo jest im absolutnie niezbędna. Na przykład, jeśli cena insuliny wyniesie 1 dolara i jeśli lekarze w mieście przepiszą chorym łącznie 3000 fiolek rocznie, to chorzy wykupią tyle fiolek. Przy cenie 80 dolarów też wykupią 3000 fiolek. Zatem przy każdej cenie – w rozsądnych granicach – wielkość popytu będzie taka sama. W tej sytuacji – o ile cena pozostaje rozsądna – krzywa popytu na insulinę jest linią pionową. Oczywiście gdyby cena wzrosła na przykład do 9 mln dolarów za fiolkę, to dużej części chorych nie byłoby stać na wykupienie leku i krzywa nie byłaby już pionowa, ale przy rozsądnych cenach, krzywa popytu jest linią pionową. To zatem jest krzywa popytu. Krzywa popytu. W poprzednich odcinkach mówiłem, że to popyt doskonale nieelastyczny. (Czyli doskonale sztywny.) Doskonale nieelastyczny. Można go sobie wyobrazić jako cegłę. Jest zupełnie sztywna. Niezależnie, jak mocno ją ściśniemy – w rozsądnych granicach: załóżmy ręką – nie uda nam się ani trochę jej odkształcić. To przeciwieństwo bardzo elastycznej gumki. Możemy też przytoczyć definicję, której używaliśmy. Elastyczność równa się procentowa zmiana ilości dzielona przez procentową zmianę ceny. Niezależnie, jak bardzo zmienimy cenę – bez przesady, w przedziale opisanym na tym wykresie – ludzie i tak wygenerują popyt o wielkości 3000 fiolek rocznie. Teraz nanieśmy… Teraz nanieśmy krzywą podaży. Załóżmy, że wygląda tak. A więc… Podpiszmy, że to jest podaż. A więc, jeśli na tym rynku nie ma żadnych podatków ani regulacji, to przyjmując te krzywe popytu i podaży, cena równowagi wynosi około 75 dolarów. Poczytałem trochę i okazało się, że taka właśnie jest cena fiolki insuliny. A ilość równowagi to ilość, której chorzy potrzebują, czyli 3000 fiolek. Zastanówmy się teraz nad ciekawym aspektem tej sytuacji, mianowicie: jakie przy takim sztywnym popycie są nadwyżki producenta i konsumenta. Nadwyżka producenta to jego dodatkowy zarobek, ponad jego koszt alternatywny kolejnej jednostki, czyli koszt krańcowy. A na wykresie, nadwyżka producenta to ten obszar. To obszar między linią wyznaczającą cenę równowagi, a krzywą podaży. To nadwyżka producenta. Nadwyżka producenta. Zaś nadwyżka konsumenta – i tu zacznie być ciekawie… Nadwyżka konsumenta to dodatkowa korzyść konsumenta, ponad cenę, którą płaci. Dotąd mówiłem, że to obszar między krzywą popytu a linią ceny równowagi. Ale w tym przypadku ten obszar jest nieskończony. Jest nieskończony. Można rozumieć to tak, że chorzy na cukrzycę uzyskują niemal nieskończoną korzyść z insuliny. Dzięki niej mogą żyć w zdrowiu. Dzięki niej mogą w ogóle żyć. Zatem dla nich właściwie jest bezcenna. To bardzo ciekawe zagadnienie: ta nieskończona nadwyżka konsumenta. Nie mówi, że dla diabetyków to super okazja. Mówi, że ta korzyść jest im niezbędna do życia. Gdyby popyt nie był całkiem sztywny… Weźmy bardziej realistyczną sytuację. W realnym świecie, przy ogromnej podwyżce zapewne niektórzy chorzy chociaż zmniejszyliby dawkę. Dlatego realna krzywa dla insuliny miałaby pewną, choć małą elastyczność. Byłaby bardzo mocno nachylona, ale już nie całkiem pionowa. Gdybym więc przedłużał ją coraz bardziej w górę, to w którymś momencie zamknęłaby ten obszar. Gdybym ją tak przedłużał… Przy cenie 2 mln dolarów z pewnością popyt bardzo by spadł. Wtedy nadwyżka miałaby skończoną wartość, ale nadal bardzo, bardzo dużą. Wiedząc to, pomyślmy, co się stanie, jeśli jakiś polityk opodatkuje insulinę. To oczywiście fatalny pomysł i go nie popieram. Jednak, kto poniesie ten koszt? Zapewne już wiecie, kto zapłaci ten podatek, ale przeanalizujmy tę sytuację na przykładzie tej podaży i całkowicie sztywnego popytu. Przyjmijmy, że wprowadzono podatek w wysokości 10 dolarów za fiolkę. Używam podatku kwotowego zamiast procentowego, żebyśmy uzyskali stałe przesunięcie obserwowanej ceny podaży. Producenci muszą uzyskać tyle. Jeśli mają dostarczyć 3000 fiolek, muszą dostać 75 dolarów. Nawet by wyprodukować tę pierwszą fiolkę, muszą dostać 60 dolarów. Zatem koszty producentów plus podatek dają nam nową krzywą. Robiliśmy to już wiele razy. Za pierwszą fiolkę muszą dostać 60, więc gdy dodamy podatek, otrzymamy 70 dolarów. Za 1000 fiolek muszą dostać 60 z hakiem, więc z podatkiem znajdziemy się tutaj. Za 3000 fiolek producenci muszą dostać 75-76 dolarów. Jeśli dodamy do tego 10, otrzymamy 85-86 dolarów. Uzyskaliśmy więc nową krzywą. Można uznać, że to jest cena z punktu widzenia konsumenta, albo że to krzywa podaży z podatkiem. Podpiszę ją więc: podaż + podatek. Wyszło niewyraźnie, ale tu jest napisane „podatek”. To krzywa podaży z podatkiem. W jakim punkcie przecina naszą krzywą sztywnego popytu? Łatwo się domyślić, że pomimo wzrostu ceny, chorzy wciąż potrzebują 3000 fiolek insuliny rocznie. Ilość się nie zmienia, mamy jednak nową cenę równowagi. Nowa cena równowagi jest o dokładnie 10 dolarów wyższa. Wynosi około… Skoro tu było 75-76, to tu jest 85-86. Zatem ta odległość… ta odległość wynosi 10. Zastanówmy się nad czymś. Zastanówmy się, jaki łączny dochód uzyska państwo w tej sytuacji. Łączny dochód fiskusa będzie równy 10 dolarów razy 3000 fiolek rocznie. Razy 3000. Rząd uzyska więc 30 tysięcy dolarów. 30 tysięcy dolarów rocznie. Sprawdźmy teraz, z czyjej nadwyżki to zabierze. Zatem ten obszar to dochód z podatku. To jest dochód z podatku. Producenci wciąż będą mieli dokładnie tę samą nadwyżkę. A więc cała ta kwota, cały podatek zostanie zabrany wyłącznie z nadwyżki konsumenta. Zauważmy inną ciekawą rzecz. Ponieważ mieliśmy tu popyt sztywny, podwyższenie ceny nie wywołało spadku wielkości popytu. Dlatego nie ma tu zbędnej straty – bo popyt był sztywny. Ilość na rynku nie zmieniła się. A więc mamy… Trochę… Mamy więc transfer nadwyżki od chorych na cukrzycę do skarbu państwa w tej sytuacji, ale żadna nadwyżka nie jest tracona. Powiem tak: nie jest tracona żadna część tego obszaru między krzywą podaży… między punktami przecięć krzywej popytu z krzywymi podaży. Mówiąc inaczej: wielkość popytu nie spadła w rezultacie wzrostu ceny.