Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:5:44

Transkrypcja filmu video

W poprzednim odcinku widzieliśmy, że w warunkach konkurencji doskonałej, gdy bieżąca krótkookresowa cena równowagi rynkowej przewyższa cenę niezbędną… przewyższa cenę, przy której firmy generują zysk ekonomiczny, to coraz więcej firm będzie wchodzić na rynek. Bo przy dodatnim zysku ekonomicznym można więcej uzyskać z własnych środków produkcji, niezależnie od kosztu alternatywnego. Można zarobić więcej, niż tylko koszt alternatywny. Coraz więcej firm uczestniczy w rynku. Gdy wkracza kolejna… albo gdy firma już obecna na rynku zwiększa np. liczbę samolotów, pojawia się nowa krzywa podaży krótkookresowej i nowa, niższa cena równowagi rynkowej oraz nowa ilość równowagi – nieco wyższa. I to idzie dalej. Cena równowagi wciąż jest wyższa niż cena będąca progiem zysku normalnego, czyli zerowym zyskiem ekonomicznym, więc wchodzi jeszcze więcej firm – i mamy nową krzywą podaży. Przesuwamy się w prawą stronę krzywej popytu, aż trafimy na krzywą podaży, gdzie nowa krótkookresowa cena równowagi rynkowej jest równa cenie, przy której każdy osiąga zysk normalny, czyli zerowy zysk ekonomiczny. W tym momencie firmy nie mają ochoty ani opuszczać rynku, ani na niego wchodzić. Ilość pozostaje stabilna. Dlatego uznajemy każdą z tych krzywych za krzywą podaży krótkookresowej. Natomiast ta krzywa… Zmienię kolor. Na żółty. Ta krzywa – mówiłem już o niej wcześniej – jest nazywana krzywą podaży długookresowej. Bo zależnie, czy cena równowagi rynkowej jest pod nią czy nad nią, po pewnym czasie podaż spadnie lub wzrośnie i cena powróci do któregoś punktu tej krzywej podaży długookresowej. To dotyczyło konkurencji doskonałej: Wielu graczy, te same dobra, np. linie lotnicze. Żadnych barier dla firm. A co będzie w przypadku dokładnego przeciwieństwa konkurencji doskonałej? Zacznijmy w tym samym punkcie, od zielonej krzywej podaży… Tu mamy pomarańczową krzywą popytu. Ale zamiast konkurencji doskonałej mamy kraj, w którym… Naprawdę są takie kraje! Rząd mówi: „Może działać tylko jeden przewoźnik lotniczy. Nasz, narodowy.” Zamiast wielu graczy – jeden. Oczywiście produkt jest identyczny, bo jedyny. Jeden gracz. Olbrzymie bariery dla firm! Można powiedzieć, że nie do pokonania. Zgodnie z prawem, nikt inny nie wejdzie na rynek. Rozpatruję przypadek skrajny. Oczywiście jest też przewaga. Absolutna przewaga po stronie istniejącego gracza, jedynego, którego rząd dopuścił do rynku. Informacja cenowa nie ma znaczenia, bo pochodzi od jedynego uczestnika. Kiedy na rynku działa tylko jeden gracz, nie ma mowy o konkurencji doskonałej. Jesteśmy w sytuacji monopolu. Mamy do czynienia z monopolem. Z monopolem. Słowo kojarzy się z grą planszową, którą może lubicie. Celem tej gry jest zdobycie wszystkich dóbr w jednym z kolorów. W tej grze planszowej (mowa o grze planszowej „Monopoly”), zyskujesz monopol np. na błękit, zagarniając wszystkie błękitne ulice. Masz monopol na ten segment rynku. Do tego dążysz, bo mając monopol możesz narzucać wyższe ceny, gdy ktoś zatrzyma się na twoim terenie. Coś podobnego dzieje się tutaj. Mamy tylko jednego gracza. Powiedzmy, że cena równowagi rynkowej jest powyżej progu zerowego zysku ekonomicznego. Zatem ten jedyny gracz osiąga wysokie zyski ekonomiczne. I jest spokojny, bo nikt inny nie wejdzie na rynek. Nie wystąpi ta tendencja do wzrostu podaży, czego skutkiem byłaby taka krzywa podaży długookresowej. Jej wcale tu nie będzie. Kształt zależy od woli monopolisty. W każdym punkcie może on uznać, że zarabia dość, albo posunąć się dalej. Choć już osiąga pewien zysk, mówi: „Zarobię jeszcze więcej, jeśli bardziej ograniczę podaż”. Może ją nawet wyzerować. Może stworzyć krzywą podaży, która wygląda tak. Z jeszcze wyższą ceną równowagi rynkowej i mniejszą ilością. Monopolista może dowolnie podbijać ceny. Pojawia się więc nowa cena równowagi rynkowej, tutaj, przy jeszcze niższej ilości równowagi. Widać z tego, że monopol to sytuacja niekorzystna dla konsumenta. Ceny są wysokie, nieadekwatnie do rynku, bo nie jest wytwarzana ilość optymalna. Na tym zakończę, dając wam coś do przemyślenia. Powiedziałem, że monopolista, nie bojąc się wejścia konkurencji, które spowodowałoby spadek cen do krzywej zysku normalnego… Monopolista może ustalać ilość na poziomie, który mu odpowiada. Albo odwrotnie: ustalać cenę na dogodnym poziomie uzyskując określoną wielkość popytu. Ale pytanie brzmi: jak on to robi? Jak wybiera konkretny punkt na tej krzywej, jeśli chce narzucić konkretną cenę, a raczej narzucić konkretną ilość ograniczając produkcję?