If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:8:14

Transkrypcja filmu video

Poprzednio przypomnieliśmy sobie ekonomię klasyczną i powiedzieliśmy o keynesizmie, który od niej odchodzi, co miało sens podczas Wielkiego Kryzysu, gdy gospodarka działała poniżej swojego potencjału. To może się sprawdzać zawsze, gdy gospodarka działa poniżej potencjału. Teraz jednak opowiem o ryzyku związanym z keynesizmem. Chciałbym podkreślić, że keynesizm często jest kojarzony z lewicą, z polityką lewicową, z Demokratami w USA. Ale również Republikanie, zwłaszcza ci z nurtu głównego, z ostatnich kilku kadencji, uprawiali politykę, którą można nazwać tylko keynesizmem. Gdy gospodarka zaczęła hamować, próbowali ją pobudzać, przesuwając krzywą popytu globalnego w prawo. Próbowali to zrobić inaczej, obniżając podatki, zamiast zwiększać wydatki rządu, ale u podstaw leżało myślenie keynesowskie. Tytułem wprowadzenia, powiem trochę więcej o cyklu, który omawiałem poprzednio. Mamy osobę A, osobę B, osobę C i osobę D. Albo to firmy. B zaopatruje A, A zaopatruje D, D zaopatruje C, zaś C- B. Dla uproszczenia: każdy dostarcza dwie jednostki swoich dóbr i usług innym. Powiedzmy, że C miał zły sen, zjadł coś nieświeżego i nagle ogarnia go pesymizm. Woli kupować mniej, z ostrożności. Chce zgromadzić trochę gotówki, na wszelki wypadek. C kupuje trochę mniej od D, ale D mówi: „Źle mi idzie w interesach, nie stać mnie na tyle dóbr i usług”. Kupuje mniej od A, A kupuje mniej od B, zatem B źle idzie w interesach, więc kupuje mniej dóbr i usług od C. Teraz C czuje się jak jasnowidz, chociaż była to samospełniająca się przepowiednia. Jego własny pesymizm doprowadził do wystąpienia takiej sytuacji. A może być gorzej. C powie: „Miałem rację. W interesach się pogorszyło”. Może nawet bardziej, niż C się spodziewał. Mówi więc: „Będę kupował jeszcze mniej. O połowę mniej od D. O połowę mniej”. D oznajmia: „Będę kupował połowę jednostki od A. I ograniczają zakupy, aż każdy będzie kupował tylko tyle, żeby przetrwać, choć mogliby produkować więcej, gospodarka mogłaby produkować więcej. Wszystkim byłoby lepiej. To, według mnie, jest dobry opis tego, co dzieje się w czasie kryzysu, zwłaszcza Wielkiego Kryzysu. Sensowne wydaje się pytanie: „A gdyby tak interweniował rząd? Wkroczyłby do gospodarki i pobudził popyt?”. Dlaczego tego nie robi? Powiedzmy, że B kupuje jedną jednostkę od C, wkracza rząd i mówi: „Kupię drugą. Kupię drugą jednostkę od C”. Wtedy C mówi: „Znów jest dobrze. Mogę kupić dwie jednostki od D”. D może kupić dwie od A, A kupi dwie od B, B kupi dwie od C, więc sytuacja wróci do swojego potencjalnego stanu. Gospodarka działa. W państwie idealnym rząd powiedziałby: „Moje zadanie już wykonane, mogę się wycofać, nie chcę przegrzewać gospodarki, przesuwać krzywej popytu globalnego nazbyt w prawo, powodując inflację”. Zatem rząd się wycofuje. Ryzyko jest takie, że rządowi będzie trudno to zrobić. Wydatki rządowe były bodźcem. Tak samo zadziałałoby obniżenie podatków. B mógłby kupować więcej… w każdym razie taką politykę… powiedzmy, że to były wydatki rządowe. Trudno to odkręcić. Wydatki mogły być przeznaczone na coś korzystnego, zatrudniono by dużo ludzi… A to są wyborcy. Nie będą siedzieć i czekać na anulowanie projektu rządowego. Jest ryzyko. Stosowanie bodźców keynesowskich może być uzasadnione, ale gdy nadchodzi pora, aby je wycofać, okazuje się to trudne. Lepka polityka. Bodziec keynesowski, sprawdzający się w ciężkich czasach, trudno wycofać, gdy sytuacja się poprawi. Gdy bodziec obejmuje zwiększenie deficytu budżetowego i wzrost wydatków rządu, to rola rządu w gospodarce niepomiernie wzrośnie. Nie odkręcicie tego, bo spadłyby wasze notowania. To jest prawdą zarówno dla lewicy, jak też dla prawicy. Stereotypowo, lewica powie: „Zastosujmy bodziec keynesowski, wydając więcej”. Rząd wydaje więcej i… Niech przychód będzie stały. Wpływy z podatków niech będą stałe. Oczywiście rząd musiałby na to pożyczyć więcej pieniędzy. Może musiałby też podwyższyć podatki. To jest ta różnorodność, to właśnie prawdziwy bodziec. Dźwignia fiskalna prowadzi do zwiększenia popytu, Po prawej stronie często jest odwrotnie. Podatki są obniżane, bo po co rząd ma wydawać te pieniądze, niech ludzie decydują. Może zrobią to wydajniej, ale będzie to bodziec, bo wydatki pozostają stałe. Można też zrobić jedno i drugie: obniżyć podatki, obniżyć przychody i zwiększać wydatki. To robiły rządy zarówno republikańskie jak i demokratyczne. Obniżano podatki… ale potem zaczęła się kosztowna wojna, co zwiększyło deficyt. Takie działania mogą być uzasadnione (w sposób keynesowski), jeśli gospodarka naprawdę działa poniżej swojego potencjału. Kłopot w tym, że nie wiecie dokładnie, jaki jest ten potencjał. I może, gdy go osiągniecie, nie wycofacie bodźca. Gospodarka się przegrzeje, będzie inflacja i spadnie całkowita produkcja. Inny minus keynesizmu dostrzegamy w ujęciu długookresowym. Na krótką metę - to ma sens. Pompujmy, niech cykl ruszy w tę stronę, co trzeba. Ale długookresowo tylko próbujemy skłonić ludzi do konsumpcji. Kiedy gospodarka zwalnia, prezydent i politycy powiedzą: „Skłaniamy ludzi, by więcej wydawali, stosujmy zasady keynesizmu. Obniżmy podatki, zwiększmy wydatki”. Nie powiedzą: „Chcemy, by ludzie więcej oszczędzali, a my zainwestujemy więcej. W ujęciu klasycznym… W ujęciu klasycznym możemy zwiększyć naszą całkowitą zdolność produkcji”. USA mają w tej sprawie swobodę, bo stosują finansowanie przez deficyt finansowy, wdrażają bodźce keynesowskie i dlatego amerykański konsument wydaje więcej, a oszczędza mniej. Stany Zjednoczone mają też inwestycje bo cudzoziemcy tam oszczędzają i inwestują pieniądze. Dlatego USA mogą podwyższyć zdolność produkcyjną. Byłoby to jednak ryzykowne dla kraju, który nie ma takiej swobody, jaką USA ma od kilku dekad. Jeśli macie jakieś zasoby… W danym roku macie jakieś zasoby. Powiedzmy, że czas. W tym czasie możecie polować na króliki i zjadać je, albo wymyślać nowe sidła na króliki. Z jednej strony polowanie na króliki, z drugiej - wymyślanie sposobów na poprawę wydajności polowania. Skonstruujecie łuk i strzały, itp. Zawsze jest wymiana między konsumpcją a inwestycją. Politykę keynesizmu streścimy słowami: „Podkręćmy konsumpcję, jak tylko się da”, Krótkoterminowo to słuszne, zwłaszcza jeśli działamy poniżej swojego potencjału, poniżej naszej pełnej utylizacji. Ale długoterminowo jest ryzyko, że bez swobody, np. z powodu niedoinwestowania, w sensie klasycznym nie zdołacie przesunąć potencjału w prawo.