Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:7:29

Transkrypcja filmu video

(cicha muzyka) Jesteśmy w pierwszej sali galerii Uffizi. I patrzymy na absolutnie monumentalny obraz Cimabuego "Madonna na tronie z dzieciątkiem" namalowany dla kościoła Świętej Trójcy. Tak, tutaj we Florencji. Chodzi o najwyższe trofeum. To jest ogromne, jest tak duże, bo to jest dla dużego kościoła, Świętej Trójcy. Musiało być dobrze widoczne z tyłu kościoła. I to jest ważne, by pamiętać, że był on za ołtarzem, wysoko nad posadzką w przestrzeni kościoła. Bardzo różni się ta przestrzeń od tego, co widzimy dzisiaj. Więc całe to złoto błyszczało w bardzo różny sposób. I to też jest ważne, bo kościoły były stosunkowo ciemne tak że złoto było naprawdę wspaniałe i jasne. Oczywiście ma też ważną symboliczną wartość - że to światło z nieba. Jedną z rzeczy, o których myślimy, kiedy oglądamy Cimabuego jest chęć powrotu do Vasariego, który naprawdę rozpoczyna historię renesansu i u Cimabuego jest kilka wskazówek dotyczących początków renesansu. I tak, kiedy patrzymy na to, zaczynamy widzieć niektóre z tych elementów iluzjonizmu które łączymy z renesansem. Teraz z perspektywy czasu jest to oczywiste Dokładnie. Vasari nie był z pewnością uważnym historykiem sztuki, ale myślę, że istnieje tu przestrzeń, na której można siedzieć. To nie jest racjonalna przestrzeń. No nie. Wspomniałaś, że to przestrzeń nieba. Więc myślę, że jest to pewien stopień umowności. Teraz jest to obraz, który zostałby zawieszony dość wysoko i jeszcze jakoś szukamy na dole stopnia, na którym stopy Dziewicy mogłyby spocząć. Patrzymy faktycznie w dół siedziska ale napotykamy się tu poniżej na proroków ze Starego Testamentu. I nawet poniżej Maryi. A więc mamy wszystkie rodzaje sprzeczności tutaj. Tak, a jednak możemy przeczytać, że boki Jej tronu są bliżej nas niż części tronu przy Jej ramionach które są ustawione z tyłu. I jest nawet rodzaj ruchu, który cofa nasz wzrok w przestrzeń. Jeśli spojrzeć na linie, które są malowane na stopniach, na przykład tam, gdzie są stopy Marii, to doprowadzi nas z powrotem w przestrzeń i tworzy rodzaj wizualnej drogi. A te postacie proroków na pierwszym planie są nawet jeszcze bliżej. Zacznijmy od dołu, bo to jest ciekawe. Są oni w pewnego rodzaju niemożliwej przestrzeni w piwnicy pod tronem. Tak można by to nazwać? (śmiech) Oni przewidzieli przyjście Chrystusa. Dobrze więc jest to bardzo chrześcijańska perspektywa i chrześcijanie zwracają się do Starego Testamentu, dosłownie do fundamentu, na którym zbudowane jest chrześcijaństwo. Tak myślę, że to ma sens, że są oni poniżej. Trzymają zwoje w przeciwieństwie do książek, i to dlatego możemy rozpoznać od razu że to nie są ewangeliści, że są oni faktycznie ze Starego Testamentu. Maria była niezwykle ważną postacią w tym czasie. Chrystus był trochę przerażający dla umysłów średniowiecza. Znaczenie Marii wzrosło znacznie, co jest znane jako kult Madonny, kult dziewicy, jako orędowniczki do Jej syna. Oznacza to, że ludzie mogli modlić się do Matki Boskiej, i mieli nadzieję, że ona może rozmawiać z Bogiem w ich imieniu. To prawda i to jest dokładnie to, w jaki sposób Cimabue przedstawia Maryję nam tutaj. Ona wskazuje na Chrystusa, w sposób adresowany do widza, a następnie wskazując na Chrystusa dziecko, jej syna, mówi: „To jest droga do Boga. Droga do zbawienia prowadzi przez Chrystusa". Z kolei Chrystus też patrzy na nas. Masz całkowitą rację. Jego dwa palce są podniesione jakby błogosławił nas. Przedstawienie Chrystusa jest naprawdę ciekawe, bo oczywiście w porównaniu do Maryi jest on dość mały a jest w odpowiedniej skali. Problemem, dla naszego nowoczesnego punktu widzenia, jest to, że nie wygląda jak niemowlę. Jego głowa jest mała w stosunku do jego ciała i ma on też cechy dorosłego człowieka z wyjątkiem wielkości małego dziecka i jednym ze sposobów w jaki interpretują to historycy jest uznanie symboliczne przedstawienie, Chrystusa jako człowieka mądrości a wiek jest czasem sposobem wyrażania tego. Symbolicznie więc, tutaj jest wszechwiedzący Bóg. Ale tu jest Bóg jako dziecko, chociaż później w renesansie ta konwencja będzie znikać i zobaczymy pucułowate dziecko na swoim miejscu. Zauważam tu wydłużone elementy u Maryi, jej długi nos, rodzaj stylizacji wokół oczu które są w kształcie migdała, jej bardzo wydłużona ręka, i to pochodzi z tradycji bizantyjskiej w której Cimabue maluje. Co ciekawe, Bizancjum, które było źródłem władzy i kultury na wschodzie, faktycznie wiele artystów i intelektualistów przybyło do Włoch w ramach najazdów. Więc w tym momencie, pod koniec XIII i na początku XIV stulecia. mamy dopływ intelektualnego kapitału tradycji artystycznej, która przychodzi do Włoch i naprawdę odnawia tutejsze tradycje. Tak czasami nasi historycy nazywają ten czas italo-bizantyjskim. Z drugiej strony Cimabue robi rzeczy, które wskazują ku renesansowi. On za pomocą złotych linii podkreśla fałdy draperii, ale te linie nie są po prostu płaskie i dekoracyjne, ale naprawdę zaczynają opisywać trójwymiarowe fałdy draperii i Maryja ma rodzaj wypełnienia i jest trochę mniej wydłużoną figurą bez maski niż te które widzieliśmy wcześniej. Mamy poczucie, że Maria rzeczywiście trzyma dziecko Chrystusa w pewnym stopniu. Choć to trochę wygląda na nieważkość Tak, figury są w stanie nieważkości. Prążki, te linie złota, o których mówiliśmy, pomogły podkreślić dwuwymiarowość tych figur, ale istnieje ślad [?] w szyi, w nosie, może w twarzach aniołów. Wiesz, są wskazówki, subtelne, ale oczywiście możemy znowu na to popatrzeć i zobaczyć to, jako początek długiego rozwoju zwiększenia naturalizmu, którego ludzie jak Vasari będą szukać u Cimabuego jako korzeni. Spójrz na przykład na dwa plany anioły po obu stronach tronu. Połowa ich ciała jest za tronem, co daje nam prawdziwą iluzję przestrzeni - perspektywę a ich stopy wysunięte są do przodu a po lewej stronie stopa anioła wychodzi nawet trochę za tron. Ale nadal są bardzo dekoracyjne i tylko możemy sobie wyobrazić, na czym te anioły w tle faktycznie stoją. I wiesz, że sam tron też ​​jest ozdobny. Może powinniśmy zatrzymać się na moment i porozmawiać o tym, że to jest obraz na drewnie. Jest malowany temperą. Że artysta używa bardzo cienkich płatków złota. To jest prawdziwe złoto, które zostało dodane na powierzchnię drewna. A my powinniśmy doceniać wysiłek potrzebny do stworzenia deski z drewna która przetrwała przez tyle setek lat bez wypaczenia, z nieznacznymi pęknięciami. A więc mamy tu sztukę rzemiosła taką, że czasami myślę, że w 21 wieku, kiedy idziemy do sklepu dla artystów by kupić materiały eksploatacyjne, zapominamy o tej ręcznej pracy że mamy tu w ogóle aspekt materiału. Myślę, że to ważny punkt. Nie było takiej przepaści pomiędzy sztuką a rzemiosłem, jak postrzegamy to teraz. Wiesz, że on jest malarzem i rzemieślnikiem. Mieszanie farb, praca na desce, przygotowywanie jej i malowanie. (cicha muzyka)