If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość

Transkrypcja filmu video

Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych znamy nasz ustrój polityczny tak dobrze, że aż trudno się nad nim zastanawiać. Wiemy, że jest prezydent, który stoi na czele władzy wykonawczej. Jest Kongres, który składa się z Izby Reprezentantów i Senatu. I jest władza sądownicza, z Sądem Najwyższym na szczycie systemu sądownictwa, który obejmuje całe terytorium USA. Ale jak to się stało, że USA ma właśnie taki system? Często zapominamy o tym, że Konwencja Konstytucyjna, która stworzyła ten znany nam system, odbyła się w 1787 roku. Ponad dekadę po ogłoszeniu Deklaracji niepodległości. Był więc ponad jedenastoletni okres przed uchwaleniem nowoczesnej Konstytucji, a w tym czasie USA walczyło w wojnie o niepodległość, wygrało ją w 1783 roku i wypróbowały zupełnie inny system rządów zwany Artykułami konfederacji, które omówiliśmy dokładniej w innym filmie. Artykuły konfederacji zawierały bardzo restrykcyjne pojęcie ograniczonego rządu. W zasadzie, można myśleć o Artykułach konfederacji raczej jako o luźno związanej konfederacji stanów, w której każdy ze stanów miał jeden głos w legislatywie. Władzy, która zajmuje się tworzeniem prawa. I naprawdę musiały zgodzić się na większość rzeczy. Zgoda dziewięciu z trzynastu stanów w większości przypadków oraz jednomyślna zgoda na wszelkie poprawki do tego systemu. Myślę, że to jasne, dlaczego ojcowie założyciele najpierw zdecydowali się na system z ograniczonym rządem. Bo właśnie zbuntowali się przeciwko monarchii. Ich zdaniem stany połączyły się w coś, co nazywali tylko swego rodzaju ligą przyjaźni. Można ją uznać za coś podobnego do dzisiejszej Unii Europejskiej. Niezależne narody, które współpracują w ramach polityki zagranicznej i ze względów ekonomicznych. Już w latach 80. XVIII wieku stało się jasne, że Artykuły konfederacji nie funkcjonują poprawnie. Z tak słabym rządem centralnym ciężko było załatwiać różne sprawy. Nie mogli pobierać podatków. Nie mogli zebrać armii. Niektóre stany nakładały podatki na dobra pochodzące z innych stanów. Tak więc w 1787 roku, delegaci dwunastu z trzynastu stanów - Rhode Island nie brało udziału, bo Rhode Island nie było zwolennikiem rządu centralnego - zebrali się w Filadelfii. W tym samym miejscu, w którym podpisali Deklarację niepodległości, żeby zastanowić się nad zmianami w Artykułach konfederacji. Były tam bardzo znane osobistości. Jedną z nich był George Washington. Tutaj widzimy Bena Franklina i Jamesa Madisona. Chociaż kilka osób, których można by się spodziewać na Konwencji Konstytucyjnej, nie było obecnych. Mianowicie: Thomas Jefferson i John Adams, którzy byli akurat poza krajem, pełniąc obowiązki dyplomatów. Delegaci na Konwencji Konstytucyjnej mieli do rozwiązania całkiem trudny problem. Chcą silniejszego rządu centralnego. Takiego, który będzie mógł załatwiać sprawy, zapewni dobrą współpracę pomiędzy stanami, zbierze armię i pobierze podatki, ale nie chcieli rządu centralnego, który byłby zbyt silny, bo właśnie uciekli przez monarchią. Nie chcieli odtworzyć monarchii w Stanach Zjednoczonych. Szukali delikatnej równowagi pomiędzy na tyle silnym rządem centralnym, że może załatwiać sprawy, ale nie na tyle silnym, żeby stał się tyranią. Mimo że delegaci mieli wprowadzić zmiany do Artykułów konfederacji, niektórzy ludzie, w sekrecie rozważali całkowite odrzucenie Artykułów konfederacji i rozpoczęcie od nowa. Jedną z największych przeszkód było to, jak miałaby wyglądać nowa władza ustawodawcza. Delegaci ze stany Wirginia zaproponowali plan władzy ustawodawczej, jako ciała upoważnionego do tworzenia prawa, które byłoby bikameralne, czyli dwuizbowe. Od "bi" oznaczające dwa i "camera" od łacińskiego słowa oznaczającego izbę. Według ich pomysłu miała tam być niższa izba podobna do Izby Gmin w parlamencie brytyjskim, która byłaby wybierana bezpośrednio poprzez głosy jednostek na ich przedstawicieli, ale liczba reprezentantów każdego stany zależałaby od liczby mieszkańców. Stan Wirginia był największym pod względem populacji, więc ten plan wyszedłby im na dobre, bo dostaliby największą liczbę reprezentantów. Małe stany takie jak Delaware, Georgia, Rhode Island miałyby stosunkowo niewielu przedstawicieli. Chcieli też izby wyższej podobnej do Izby Lordów z brytyjskiego parlamentu, która byłaby napominowana przez legislatury stanowe. Ale tak samo jak w izbie niższej liczba przedstawicieli byłaby zależna od liczby mieszkańców. Jak możecie sobie wyobrazić, małe stany nie były zwolennikami reprezentacji zależnej tylko od liczby mieszkańców. Więc przedstawili inny plan. Nazwano go Planem Stanu New Jersey. Małe stany powiedziały: "Plan Stanu Wirginia daje zbyt wiele władzy dużym stanom. Chcemy równych głosów we władzy ustawodawczej." Plan Stanu New Jersey był bardziej jak Artykuły konfederacji i przyznawał jeden głos każdemu ze stanów w taki sposób, że małe stany miałyby taką samą liczbę przedstawicieli w Kongresie jak duże stany. Ich plan zakładał jedną izbę albo unikameralną legislaturę. Więc to nie różniło się za bardzo od Artykułów konfederacji. Jak delegaci rozwiązali tę kwestię? Jak znaleźli równowagę pomiędzy głosami dużych stanów z dużą liczbą mieszkańców, a małymi stanami z niewielką liczbą mieszkańców? Przez to, że wszystkie stany mają równą liczbę głosów - tak jak w planie stanu New Jersey - 60 000 mieszkańców Delaware miałoby do powiedzenia tyle co prawie 700 000 mieszkańców stanu Wirginia. Oznaczałoby to, że obywatele Delaware w rzeczywistości mieliby większą władzę. Ale jednocześnie nikt nie chciałby, żeby ludzie z dużych stanów zawsze mogli robić to, co leży w ich interesie. Co jeśli mieszkańcy Delaware mieli bardzo uzasadnione obawy, których nie podzielali mieszkańcy Wirginii? Byłoby niemożliwe, żeby wszystkie te stany zgodziły się, na zmianę lub wymienienie Artykułów konfederacji, gdyby niektóre z nich czuły, że ich interesy w ogóle nie są brane pod uwagę. Aby rozwiązać problem tego, jak zrównoważyć przedstawicielstwo stanów, delegaci wymyślili coś, co nazywane jest Wielkim Kompromisem lub czasem też Kompromisem z Connecticut. I w pewnym sensie połączyli ze sobą te dwa plany. Utworzyli władzę ustawodawczą, która była bikameralna. Dwuizbowa. Z izbą niższą i izbą wyższą. Ta niższa izba staje się Izbą Reprezentantów, w której każdy stan będzie miał reprezentację proporcjonalną do liczby mieszkańców. Tak więc stany o dużej liczbie mieszkańców mają więcej przedstawicieli. Stany o małej liczbie mieszkańców mają mniej przedstawicieli. Ci przedstawiciele byliby wybierani bezpośrednio przez naród. W tym przypadku naród to tylko niewielu uprawnionych do głosowania w latach 90. XVIII w. Trzeba było być białym mężczyzną, ze znacznym majątkiem. To nie było powszechne prawo wyborcze. Nie mieli go nawet wszyscy biali mężczyźni, ale ci ludzie byli wybierani w głosowaniu. A ta wyższa izba będzie Senatem. A w Senacie, każdy stan miałby dwóch senatorów bez względu na rozmiar. Także, gdyby ustawodawstwo przechodziło przed Kongres, trafiałoby najpierw do izby niższej, w której mogło zostać zatwierdzone, a po zatwierdzeniu, trafiałoby do izby wyższej. Tam wszystkie stany miały jeden głos o takim samym znaczeniu i decydowałyby, czy nowe przepisy zostają uchwalone. I w tej izbie wyższej senatorowie nie byliby wybierani bezpośrednio, tylko raczej nominowani przez legislatury stanowe. I rzeczywiście senatorowie byli nominowani aż do XX. wieku. Wielki Kompromis nie był jedynym kompromisem zawartym na Konwencji Konstytucyjnej. Zawarli ich więcej. Omówimy je i dwie pozostałe władze w następnym filmie.