Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:11:49
0 punktów energii

Sal Khan on Digital and Physical Learning

Transkrypcja filmu video (w języku angielskim)
Pomyślałem, że z okazji dnia e-learningu nagram odcinek o tym, jak moim zdaniem można wykorzystać cyfrowe zasoby edukacyjne w połączeniu z kształceniem bezpośrednim. Ta koncepcja nosi nazwę „blended learning”. To mieszanka edukacji wirtualnej z bezpośrednią. Najprościej zrobić to tak: klasyczne szkolnictwo nie zmienia się, natomiast zasoby wirtualne, portale takie jak Khan Academy, służą jako uzupełnienie. Może to wyglądać tak, że nauczyciel mówi uczniom w klasie: słuchajcie, skoro przerabiamy teraz równania kwadratowe, to wejdźcie na tę stronę i poróbcie trochę ćwiczeń we własnym tempie, bo pomoże to wam lepiej przyswoić sobie materiał. Większość spośród 4 mln użytkowników Khan Academy to właśnie tacy uczniowie, którzy douczają się w internecie po lekcjach. Może opuścili kilka dni szkoły albo po prostu powtarzają materiał przed klasówką czy egzaminem. Kolejnym, nazwijmy to, poziomem jest wykorzystanie tych zasobów w bardziej podmiotowy sposób, który zaczyna już umożliwiać pewne zmiany w planie zajęć szkolnych. Wszyscy wiemy, jak to wygląda tradycyjnie. Nie wszędzie tak jest, ale zwykle wygląda to tak, że w klasie… w klasie nauczyciel omawia temat, po czym jest trochę zajęć, ale lekcja to głównie wykład. Tak jest w tradycyjnej szkole, nie wszystkie takie są. Zwykle w szkole uczniowie słuchają wykładu, i dopiero w domu… dopiero w domu wykonują ćwiczenia, zwane potocznie „pracą domową”. Bo robi się je w domu. Kiedy zacząłem wrzucać te filmiki na YouTube… To nie był mój pomysł; nauczyciele robili to od dawna, na długo, zanim powstała Khan Academy… Kiedy zacząłem, ktoś powiedział: Słuchaj, skoro zrobiłeś filmik o twierdzeniu de l'Hôpitala, skoro zrobiłeś filmik o prawach Newtona, to nie muszę już wykładać tego na lekcji. Zadam uczniom, żeby obejrzeli twój filmik w domu, (niektórzy nauczyciele robią własne filmiki) i dzięki temu zyskam czas na bardziej praktyczne zajęcia, takie jak rozwiązywanie zadań i ciekawe projekty. W tym przypadku zmiana jest subtelna, ale dochodzi do odwrócenia ról. W klasie robi się typową pracę domową, a w domu słucha się wykładów. Chciałbym znowu podkreślić, że to nie jest nasz pomysł, choć wszyscy nam go przypisują. To rozwiązanie ma jednak wielkie zalety. Pierwsza z nich to fakt, że moim zdaniem właśnie tu głównie ludzie się uczą, bo muszą rozwiązywać konkretne zadania i intensywnie myśleć. Pracując w domu uczeń może na czymś utknąć. Jeśli rodzeństwo ani rodzice nie mają czasu mu pomóc, będzie błądzić nie wiedząc, czy robi dobrze. Z tradycyjną lekcją w szkole też wiąże się problem, bo nauczyciel narzuca to samo tempo całej klasie. Jeśli uczeń nie pamięta czegoś sprzed kilku lat, może wstydzić się zapytać, a jeśli nawet się nie wstydzi, nauczyciel może odmówić, bo na lekcji nie ma na to czasu. W szkołach średnich uczniowie często wszystko notują, zamiast słuchać lekcji i próbować ją zrozumieć. Jeśli natomiast uczeń może wysłuchać lekcji w domu, to zrobi to wtedy, gdy będzie na to gotowy, a nie na przykład o 7 rano, po niezbyt dobrze przespanej nocy, kiedy umysł woli zająć się czymś innym. Chyba największą zaletą jest możliwość powtarzania, którą w klasie utrudnia wstyd lub brak czasu. Uczeń 8. klasy, który nie całkiem rozumie mnożenie ułamków, nie nauczy się już tego w tradycyjnej szkole, idącej równym dla wszystkich tempem. Tu natomiast ma możliwość ponownego obejrzenia wykładu, aby rozwiać wątpliwości. Nawet jeśli to płatna lekcja i jej autor nagle poda nieznany termin, zawsze może wcisnąć pauzę i sprawdzić w internecie, co dokładnie oznacza ten termin. Ktoś zaraz powie: hola, już teraz wielu uczniów nie odrabia pracy domowej. Skąd wiesz, że tak samo nie będzie z oglądaniem lekcji? Otóż można na to spojrzeć idealistycznie albo cynicznie. Patrząc idealistycznie, uważam, że większość uczniów chce odrabiać pracę domową, a pozostali nie odrabiają jej, bo mają problemy. Podchodzą do niej… z niechęcią, bo budzi w nich frustrację. Dlatego jej nie odrabiają. Gdyby pozwolić im pracować we własnym tempie, żeby złapali bakcyla… Świadomość, że się coś zrozumiało, to chyba najprzyjemniejsze uczucie znane człowiekowi. Więc jeśli pozwoli im się uczyć we własnym tempie, to myślę, że większość uczniów będzie z przyjemnością odrabiać pracę domową. Poza tym Khan Academy pozwala nauczycielom czy rodzicom sprawdzać, ile uczeń zrobił w domu. Daje też inne informacje, na przykład: dlaczego jakiś uczeń siada do lekcji o 2 w nocy. O takich rzeczach teraz nikt się nie dowiaduje. Zaś z cynicznego punktu widzenia: nieważne, co pewnym uczniom zadamy do domu – i tak tego nie zrobią. Po prostu nie zrobią i już. W tej perspektywie uważam, że jeśli mamy możliwość wyboru, która z tych form edukacji będzie stosowana w szkole, to lepiej wybrać rozwiązywanie zadań i projekty niż wykłady, bo to aktywne formy, pozwalające namacalnie poczuć dany temat, pozwalające uczniom pomagać sobie nawzajem, i pozwalające nauczycielowi sprawdzić przed egzaminem, jak dobrze uczniowie opanowali materiał. Najgorzej, gdy ktoś w domu nie odrabia lekcji, a w szkole tylko biernie słucha wykładów. Taki ktoś nie skorzysta z żadnej z tych form, bo wykłady do niego nie trafiają, a w domu nie utrwala wiedzy ćwiczeniami. Dla pełnej jasności: model, który tu opisuję, nazywa się „fliproom”, czyli „odwrócona szkoła”. To dla mnie etap przejściowy; pewien postęp, ale można zrobić krok dalej. Próbujemy już tego w niektórych szkołach. Ten „krok dalej” to odpowiedź na pytanie: jak dostępność zasobów wirtualnych może wpłynąć na to, co robimy w klasie? W tej chwili, w pierwszym i drugim modelu edukacji wciąż mamy coś, co często nazywa się „kształceniem wymuszonym”. W pierwszym tygodniu wszyscy uczą się tematu A. W drugim tygodniu wszyscy uczą się tematu B. W trzecim tygodniu wszyscy uczą się tematu C. Główny problem jest taki, że ludzie uczą się w różnym tempie. Jedni potrzebują mniej, a inni więcej czasu. Ten model po prostu prowadzi wszystkich równym szeregiem przez program szkolny. Ustala z góry… ile czasu wymaga nauczenie się czegoś. Kiedy i jak długo trzeba się czegoś uczyć. Tutaj wartością zmienną – bo coś musi być zmienne, jeśli różnie sprawni uczniowie muszą maszerować w równym tempie – jest ich stopień zrozumienia materiału. Tak jest w modelu „uzupełnienia”, i tak jest w modelu „odwróconej szkoły”. Oba narzucają wszystkim to samo tempo. Teraz jednak mamy narzędzia – w przypadku Khan Academy darmowe – dzięki którym uczniowie mogą uczyć się we własnym tempie do skutku. Ta zmienna to wielki problem. Jeśli przerobiliśmy z wami potęgowanie i chcemy przejść do kolejnego tematu: logarytmów, to nie możemy zakładać, że znacie ten temat lepiej niż pobieżnie, bo przy kolejnym natraficie na ścianę. Dlaczego więc nie pozwolić na naukę we własnym tempie? …naukę we własnym tempie? Tak, by opanowali temat przed przejściem do kolejnego. W tym modelu wartością stałą jest zrozumienie materiału… Wszyscy są nauczeni „do skutku”. Natomiast zmienną jest czas, jakiego potrzebują różni uczniowie. We wszystkich klasach, w których spróbowaliśmy dać uczniom tyle czasu, ile potrzebowali na naukę, zauważyliśmy, że uczniowie, którzy pół roku wcześniej byli zapóźnieni, gdy daliśmy im czas na nadrobienie, szybko dobijali do klasowej czołówki. Nagle trudno było powiedzieć, który uczeń jest słaby, a który zdolny. Wielką zaletą nauki we własnym tempie, zwłaszcza jeśli nauczyciel zna postępy uczniów, jest to, że zamiast wygłaszać na lekcji zrównujący wszystkich wykład może przerabiać z uczniami konkretne ćwiczenia, służąc im radą i pomocą. Pojawia się dużo wolnego czasu, więc uczniowie mogą uczyć się we własnym tempie. Część domowych ćwiczeń uczeń może wykonać w klasie. Oczywiście nie wszystkie. Resztę czasu można poświęcić na zajęcia kreatywne. Zajęcia kreatywne i projekty. Moim zdaniem… i to się sprawdziło w pilotowych klasach… Jeśli na tej osi oznaczymy zakres nauczanego materiału, a ta oś będzie oznaczać stopień jego zgłębienia, to tutaj, w tym punkcie, znajdzie się edukacja pamięciowa, natomiast tutaj będzie edukacja kreatywna. Jeśli przyjmiemy, że najniższy rządek to matematyka… to tutaj znajdzie się na przykład tabliczka mnożenia, a tutaj – zupełnie nowe twierdzenie matematyczne, rozwiązanie jakiegoś algorytmu albo nie wiem, co jeszcze… napisanie programu komputerowego. Moim zdaniem, zasoby wirtualne mają wielki potencjał. Teraz znajdują się mniej więcej tutaj. Są tam rzeczy pamięciowe, lecz staramy się tworzyć filmy, które wyjaśniają pojęcia w intuicyjny sposób. Jednocześnie tworzymy ciekawe ćwiczenia, modele i zabawy, aby uczniowie mogli sami zrozumieć coś lepiej. W miarę jak te zasoby będą stawały się coraz lepsze, bo na razie to bardzo wczesny etap, stopniowo uwolnią nauczycieli od konieczności uczenia tego materiału. Obecnie, z powodu standaryzowanych testów i innych rzeczy zajęcia szkolne bardzo mocno się na tym koncentrują. Zamiast traktować e-learning jak coś, co ma zastąpić szkołę, warto zauważyć, że jeśli e-learning zajmie się tym, to odciąży szkoły i nauczycieli, pozwalając im skupić się na tym. Bo w tym nauczyciele są najlepsi. Tylko człowiek skutecznie pomoże, tylko człowiek odczyta emocje dziecka. Nadzór człowieka jest niezbędny, aby dziecko w pełni skorzystało z udziału w prawdziwie kreatywnych projektach. Gdy powstanie taki model edukacji, z nauką we własnym tempie i kreatywnymi zajęciami w szkole, być może zmusi nas do przemyślenia, jak ma wyglądać szkoła. Przy nauce we własnym tempie nie trzeba będzie dzielić uczniów na grupy wiekowe. Teraz wiedza jest podzielona na przedmioty. Ten podział jest sztuczny. Analiza, fizyka, algebra, ekonomia… Te dziedziny się łączą. Można uczyć ich razem, by uczniowie dostrzegli powiązania.