Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:5:20
0 punktów energii

Khan Academy w Eastside College Preparatory School (klasy 6 -8) - film z polskimi napisami

Transkrypcja filmu video (w języku angielskim)
Podjęłam studia ekologiczne, zamierzając zostać naukowcem. W wakacje pracowałam na letnich obozach dla młodzieży. Świeże powietrze… Uznałam, że lubię pracę z dziećmi. Ukończyłam więc pedagogikę na Uniwersytecie Stanforda, podjęłam pracę w Eastside - i od tamtej pory tu jestem. Szkoła średnia w Palo Alto To ważne, by przykuć uwagę uczniów szkoły średniej. Mają jeszcze tę intelektualną ciekawość, nie są znudzeni… Lubią się dowiadywać i można z nimi prowadzić głębokie rozmowy o poważnych sprawach. Kiedy usłyszałam o Khan Academy, ujęło mnie to, że program może dotrzeć do każdego ucznia, na każdym poziomie i spełnić jego potrzeby. Na wieść, że dzieci pracują same, a nauczyciel pomaga uczniom w grupach, ucieszyłam się jeszcze bardziej. Oczywiście, zawsze ryzykujemy, angażując się w coś nowego, ale czułam, że warto podjąć ryzyko. Postanowiłam więc spróbować. Przekonać się. Wdrożenie Khan Academy do klas trzeba dobrze przemyśleć. Uwzględnić zwyczaje, ustalić zasady. My dwie pilotujemy ten program, więc na bieżąco dzielimy się przemyśleniami. Ważna jest spójność, bo przecież moi szóstoklasiści przejdą pod skrzydła Jen, jako 7. i 8. klasa. Powiedziałyśmy o nauce w grupach, o tym, jak korzystać z filmów… Zrobiłyśmy lekcję aktywnego słuchania. A potem dałyśmy dzieciom komputery i założyłyśmy konta e-mailowe. Zapoznały się z Khan Academy. Zaczęliśmy od jednej godziny lekcyjnej co drugi dzień. Ułożyłyśmy plan nauczania na podstawie tych materiałów. Powstała mapa każdego działu. Zadania dla dzieci są w folderach. Wszystko jest uporządkowane. Do tego udało się doprowadzić w ciągu roku. W danym dniu, na lekcji matematyki, część klasy ogląda filmy Khan Academy. Dzieci się z nich uczą. Inna grupa korzysta z podręczników oraz przyniesionych przeze mnie materiałów. Pytam: „Kto ma kłopot z tym tematem?”. I dzieci się zgłaszają! Mówią: „Ja! Film to za mało, z książki nie rozumiem, trzeba mi pomóc”. Zawsze siedzę z grupką czworga, pięciorga uczniów. Ani się obejrzymy, a mija godzina. Nie zdążam odwiedzić każdej grupy, ale ufam dzieciom i wiem, że im zależy. Zaglądam do raportów i sprawdzam, jak daleko uczniowie zaszli. To działa! Najbardziej cieszy mnie panel. Natychmiast pojawia się raport, uczniowie mogą zasygnalizować, że czegoś nie rozumieją. To ważne dla nich i dla mnie. Pomogę im rozpoznać obszary, w których potrzebna jest poprawa. Khan spisał się na medal, wymyślając ten przystępny panel. Wdrożenie metod Khan Academy trochę potrwało, za to teraz krócej przygotowujemy się do zajęć i szybciej przerabiamy materiał. A dzieci mają czas, żeby dobrze wszystko zrozumieć i przećwiczyć. Pochłonęło to sporo pracy, ale trud się opłacił, bo teraz wszystko działa jak dobrze naoliwiony mechanizm. Uczniowie pracują samodzielnie. Bardzo się starają! Chyba nigdy już nie wrócę do dawnego trybu nauczania. Teraz moi uczniowie mogą precyzyjnie określić, co sprawia im trudności. Przed Khan Academy, nie potrafili ocenić swoich umiejętności matematycznych. Coraz lepiej radzą sobie podczas sprawdzianów. Po ostatnich dwóch działach wszyscy zaliczyli! Wcześniej nie zawsze tak było. Dwie minuty przed końcem lekcji z Khan Academy dzwonię dzwonkiem, by uczniowie wiedzieli, że to już. Jęczą i krzyczą: „Nie! Jeszcze dwie minuty! Jeszcze pięć minut!”. Dla nauczyciela to wielka radość, gdy dzieci nie chcą przerywać nauki.