If you're seeing this message, it means we're having trouble loading external resources on our website.

Jeżeli jesteś za filtrem sieci web, prosimy, upewnij się, że domeny *.kastatic.org i *.kasandbox.org są odblokowane.

Główna zawartość
Aktualny czas:0:00Całkowity czas trwania:6:15

Transkrypcja filmu video

Poprzednio, uzasadniając wzrost krótkookresowej podaży globalnej, uważaliśmy cenę za zmienną niezależną. Można jednak patrzeć na to inaczej: realny PKB napędza ceny. Powtórzmy, to jest krzywa rosnąca, pożądana sytuacja... Krótkookresowa podaż globalna. Poprzednio mówiliśmy: „Wzrost ceny spowoduje, że realny PKB przekroczy własny potencjał, swoje naturalne tempo. To jest ujęcie długookresowe. Tutaj. Narysuję. Tu jest długookresowo. Podaż globalna w ujęciu długookresowym. To jest bieżący poziom cen. A tu - wszystko razem. Tutaj jest bieżący poziom cen, tu jest nasz PKB... Wcześniej mówiliśmy: „Jeśli zwiększymy ceny, z powodu jakichś czynników, to w konsekwencji produkcja gospodarki nawet przekroczy naturalne tempo, więc realny PKB będzie rósł, i krzywa podaży globalnej także. Mówiliśmy, dlaczego cena mogła do tego doprowadzić. Mówiliśmy o teorii błędnego postrzegania: poszczególni uczestnicy gospodarki, firmy, mogą mylnie uznawać wzrost cen za zjawisko mikroekonomiczne, więc, z powodu prawa podaży, pomyślą, że mają większy realny zysk. Nie od razu dociera do nich, że zysk jest tylko nominalny. Mówiliśmy też o teorii lepkich płac, lepkich kosztów, o tym, że w pewnych sektorach zyski realne wzrosną, bo, krótkookresowo, koszty niektórych uczestników wzrosną mniej niż przychody; będą więc oni chcieli produkować powyżej własnych możliwości, np. nadmiernie eksploatując fabryki i ludzi. Powiem o czymś prawdziwym dla wielu modeli ekonomicznych: nie trzeba zakładać, że cena napędza realny PKB - tylko na odwrót. Przy realnym PKB... Gdy utylizacja będzie bardzo wysoka, zbliży się do 100%, lub, zależnie od definicji, nawet przekroczy 100%, to może napędzać ceny. Albo będą napędzać się wzajemnie. Jedno możliwe spojrzenie... Znów objaśniamy wzrost krzywej podaży globalnej, ale inaczej. Mówimy: „To jest naturalne tempo produkcji". Jeśli każemy ludziom produkować więcej, to zażądają wyższego wynagrodzenia. Pomyślmy jednak: ostatecznie nic im to nie da, bo wszystko zdrożeje. Wyprodukują więcej, lecz realny zysk nie wzrośnie znacząco. Ale krótkookresowo może, choćby pozornie. Więc zwiększają produkcję. Możemy to przedstawić tak: niech powierzchnia tego prostokąta będzie zdolnością produkcyjną firmy, rynku albo całej gospodarki. Jej naturalny potencjał to 85% utylizacji. Zatem gdyby fabryka mogła produkować jakieś gadżety, auta itp. przez 100 h tygodniowo, to stanem naturalnym byłaby produkcja przez 85 h, bo pozostałe 15 h jest potrzebne na wychłodzenie fabryki, naprawy, konserwację czy jakieś inspekcje. A teraz: z jakiegoś powodu, np. wojny, rząd każe produkować więcej rzeczy, więcej czołgów, każe opracować więcej materiałów... Czyli ludzie nie mogą robić tego, co konieczne, by fabryka się utrzymała; rząd każe fabrykom produkować więcej, zwiększyć utylizację do 90, 95, a może nawet do 100%. Wiadomo, że w takiej sytuacji wszystkie firmy... Przecież firmy dążą do maksymalnych zysków. Gdy tylko się da, podniosą ceny, nawet jeśli długookresowo będzie to wzrost nominalny, nie realny. Ale krótkookresowo widzą realny wzrost cen, więc to zrobią. Zamiast rozbudowywać firmę, uznając sprawę za krótkookresową, powiedzą: „Musicie nam dużo zapłacić, za nadgodziny naszych pracowników". W umowach można zaznaczyć, że nadgodziny są droższe, że mam ograniczyć konserwację, zrezygnować z części planów, a nawet odłożyć inwestycje, żeby tylko produkować powyżej tego poziomu. Opisuję tę samą krzywą rosnącą, ale robię to nieco inaczej. Zamiast mówić, że cena napędza wzrost realnego PKB, z powodu błędnego postrzegania i lepkich cen, mówię, że wzrost realnego PKB, wzrost utylizacji, napędzi ceny. Dwa spojrzenia na to samo. Zastosujmy to do niektórych spraw z poprzedniego odcinka. Wtedy nie potrzebowaliśmy modelu globalnego popytu i globalnej podaży, żeby zrozumieć, skąd się wzięła inflacja w latach 1966-67; ogólnie, pod koniec lat 60. Wystarczyło pomyśleć o tym, że na początku rządów Johnsona poziom utylizacji w gospodarce był wysoki. Bezrobocie wynosiło 4-5%, czyli 95-96% siły roboczej pracowało. Fabryki produkowały intensywnie. Nastąpiła eskalacja wojny. Ludzie, którzy mogliby pracować w krajowej gospodarce, jadą na front. Potrzebujemy amunicji, łodzi, paliwa itp. Musimy więc bardziej wykorzystywać zdolność produkcyjną. Zatem wyobrażacie sobie sytuację: rząd skłania firmy i ludzi do maksymalnej produkcji, a ludzie żądają wyższych wynagrodzeń; rosną ceny. Nie potrzebowalibyśmy tego modelu, by przewidzieć wzrost inflacji. To inne wyjaśnienie wzrostu krzywej krótkookresowej podaży globalnej, inny opis tego samego zjawiska. Wszystko to jest silnie powiązane.